Narcos i Arystoteles

Je­śli oglą­da­li­ście już se­rial „Nar­cos”, to na pew­no zna­cie tę sce­nę (S01E01, nie­ste­ty, nie zna­la­złem pol­skiej wer­sji):

To sce­na, w któ­rej po­zna­je­my Pa­bla Esco­ba­ra — głów­ne­go bo­ha­te­ra dwóch pierw­szych se­zo­nów se­ria­lu. Te kil­ka mi­nut to zna­ko­mi­ta cha­rak­te­ry­sty­ka bo­ha­te­ra i jego po­dej­ścia do za­ła­twia­nia spraw, m.in. pa­da­ją w niej słyn­ne sło­wa: pla­ta o plo­mo, czy­li „sre­bro albo ołów”, ozna­cza­ją­ce wy­bór po­mię­dzy przy­ję­ciem ła­pów­ki lub śmier­cią.

Z punk­tu wi­dze­nia teo­rii kry­tycz­ne­go my­śle­nia, oczy­wi­ście, in­te­re­su­je nas w tej sce­nie stra­te­gia per­swa­zyj­na Esco­ba­ra. Opie­ra się ona na dwóch cał­ko­wi­cie pod­sta­wo­wych chwy­tach ery­stycz­nych: ad cru­me­nam oraz ad ba­cu­lum. Ad cru­me­nam, czy­li ‘(od­wo­ła­nie) do trzo­sa’, to pró­ba prze­kup­stwa. Ad ba­cu­lum, czy­li ‘(od­wo­ła­nie) do kija’, to pró­ba za­stra­sze­nia. Są to chwy­ty zna­ne od za­ra­nia dzie­jów, do­brze opi­sa­ne w li­te­ra­tu­rze przed­mio­tu.

In­te­re­su­ją­ce jest jed­nak ich po­łą­cze­nie. Daje ono pew­ną nową ja­kość: „sre­bro albo ołów” to wy­po­wiedź o struk­tu­rze al­ter­na­ty­wy (dy­cho­to­mii). Na tej struk­tu­rze opar­ty jest inny zna­ny chwyt: fał­szy­wa dy­cho­to­mia (cza­sa­mi zwa­ny tak­że mą­drze „bi­fur­ka­cją”, lub po pro­stu „czarne/białe”) — acz­kol­wiek w wy­pad­ku Esco­ba­ra fał­szy­wość tej dy­cho­to­mii wy­da­je się wąt­pli­wa. Fał­szy­wość dy­cho­to­mii po­le­ga na tym, że zwy­kle ist­nie­je wię­cej moż­li­wo­ści niż dwie, a ich ogra­ni­cza­nie jest zwią­za­ne z uprosz­czo­nym wi­dze­niem rze­czy­wi­sto­ści. Tym­cza­sem zda­nie wy­po­wie­dzia­ne przez bo­ha­te­ra „Nar­cos” nie do­ty­czy abs­trak­cyj­nie po­ję­tych moż­li­wo­ści i nie uprasz­cza wi­zji świa­ta, lecz jest za­po­wie­dzią tego, co się zda­rzy — to zaś za­le­ży od żoł­nie­rzy, zo­stał im dany wy­bór, któ­ry jest jed­nak bar­dzo sil­nie ogra­ni­czo­ny. Mu­szą oni oce­nić, na ile groź­ba jest re­al­na; oce­nić, czy wy­bór sre­bra (mó­wiąc me­ta­fo­rycz­nie) nie bę­dzie bar­dziej uży­tecz­ny (mó­wiąc ogól­nie). I pod­jąć de­cy­zję.

Groź­ba wy­da­je się re­al­na ze wzglę­du na wie­dzę Esco­ba­ra: zna on żoł­nie­rzy z imie­nia i na­zwi­ska, zna ich sta­tus ro­dzin­ny oraz po­trze­by naj­bliż­szych (za­pew­ne zna tak­że miej­sca ich po­by­tu). To wpro­wa­dza do­dat­ko­wy czyn­nik stra­chu („on wie za dużo”, „skąd on to wie” itp.), ale tak­że otwie­ra żoł­nie­rzom furt­kę do sa­mo­uspra­wie­dli­wie­nia: wy­bo­ru sre­bra nie do­ko­nu­ją oni dla sa­mych sie­bie, lecz dla waż­nych osób (mat­ki, żony, cór­ki, ko­chan­ki…).

Z nie­co in­nej per­spek­ty­wy stra­te­gię Esco­ba­ra moż­na okre­ślić wy­wie­ra­niem pre­sji i szan­ta­żem. Prof. Ma­rek To­karz okre­śla je jako na­iw­ne tak­ty­ki ma­ni­pu­la­cyj­ne (Zob. M. To­karz, Ar­gu­men­ta­cja, per­swa­zja ma­ni­pu­la­cja, s. 245–264). Struk­tu­rę szan­ta­żu okre­śla on przez wska­za­nie na­stę­pu­ją­cych ele­men­tów: żą­da­nie — opór — pre­sja — groź­ba — ule­głość — (po­wtó­rze­nie). W wy­da­niu Esco­ba­ra tak­ty­ka ta nie wy­glą­da na­iw­nie, jest zre­ali­zo­wa­na nie­try­wial­nie — zwłasz­cza je­śli cho­dzi o ele­ment po­wtó­rze­nia. Żoł­nie­rze ob­ser­wu­ją, że Esco­bar kie­ru­je swój ko­mu­ni­kat do każ­de­go z nich, po ko­lei, w od­po­wied­nio sper­so­na­li­zo­wa­nej for­mie.

My­ślę, że to in­te­re­su­ją­cy przy­kład, ale pójdź­my da­lej. Dru­gi se­zon „Nar­cos” roz­po­czy­na się ana­lo­gicz­ną sce­ną, w któ­rej Esco­bar sta­je przed za­da­niem prze­ko­na­nia żoł­nie­rzy, by go prze­pu­ści­li. Tym ra­zem sy­tu­acja jest — moim zda­niem — nie­co bar­dziej skom­pli­ko­wa­na: Pa­blo Esco­bar jest w trak­cie uciecz­ki ze swo­je­go domu-wię­zie­nia, a żoł­nie­rze otrzy­ma­li wy­raź­ny roz­kaz, żeby go schwy­tać. Sy­tu­acja jest bar­dzo na­pię­ta i wy­da­je się bez­na­dziej­na (S02E01):

Esco­bar nie musi w tej sce­nie ucie­kać się do żad­nych chwy­tów. Wy­star­czą sło­wa: „Nie­ste­ty, nie mogę na to po­zwo­lić, synu. Prze­pra­szam” oraz jego nie­sa­mo­wi­ta pew­ność sie­bie. Jak to wy­ja­śnić? Oczy­wi­ście tym, że jest on wów­czas (ucie­ka­ją­cym z wię­zie­nia, ale jed­nak…) bos­sem kar­te­lu nar­ko­ty­ko­we­go, jed­ną z naj­bo­gat­szych osób na świe­cie, ma­ją­cą pew­ne za­słu­gi dla lo­kal­nej spo­łecz­no­ści i bie­do­ty (mó­wiąc bar­dzo skró­to­wo i ogól­ni­ko­wo). To i wie­le in­nych ele­men­tów skła­da się na etos tej po­sta­ci.

Wy­ja­śnij­my so­bie, czym jest etos. O eto­sie pi­sał już Ary­sto­te­les i to w spo­sób bar­dzo wni­kli­wy. Fi­lo­zof ten wska­zy­wał, że etos jest obok lo­go­su i pa­to­su jed­nym z trzech środ­ków prze­ko­ny­wa­nia:

Środ­ki prze­ko­ny­wa­nia, uzy­ska­ne za po­śred­nic­twem mowy, dzie­lą się na trzy ro­dza­je. Jed­ne z nich za­le­żą od cha­rak­te­ru mów­cy, inne od na­sta­wie­nia, w ja­kie wpra­wia się słu­cha­cza, inne jesz­cze od sa­mej mowy ze wzglę­du na rze­czy­wi­ste lub po­zor­ne do­wo­dze­nie. Prze­ko­na­nie dzię­ki cha­rak­te­ro­wi mów­cy ro­dzi się wów­czas, gdy mowa wy­po­wia­da­na jest w spo­sób, któ­ry czy­ni mów­cę wia­ry­god­nym. Je­ste­śmy bo­wiem na ogół skłon­ni ła­twiej i szyb­ciej uwie­rzyć we wszyst­kim lu­dziom uczci­wym, a zwłasz­cza w spra­wach nie­ja­snych i spor­nych. Prze­ko­na­nie to win­no jed­nak wy­ra­stać nie z po­sia­da­nej uprzed­nio opi­nii na te­mat mów­cy, lecz z jego mowy. Nie­praw­dą jest przy tym — co twier­dzą au­to­rzy pod­ręcz­ni­ków wy­mo­wy — że szla­chet­ność mó­wią­ce­go nie ma żad­ne­go wpły­wu na siłę prze­ko­ny­wa­nia. Wprost prze­ciw­nie — moż­na po­wie­dzieć — cha­rak­ter mów­cy daje naj­więk­szą wia­ry­god­ność [jego ar­gu­men­tom].
Wia­ry­god­ność uza­leż­nio­ną od na­sta­wie­nia słu­cha­czy osią­ga się wów­czas, gdy mowa po­wo­du­je ich wzru­sze­nie. Inne prze­cież wy­da­je­my orze­cze­nia, gdy je­ste­śmy za­smu­ce­ni, niż kie­dy się cie­szy­my, inne — na­sta­wie­ni przy­jaź­nie niż uspo­so­bie­ni wro­go. Są to, jak mó­wi­łem, je­dy­ne rze­czy, któ­ry­mi zaj­mu­ją się współ­cze­śni au­to­rzy pod­ręcz­ni­ków re­to­ry­ki. Wy­ja­śni­my je bli­żej, gdy bę­dzie­my ana­li­zo­wa­li afek­ty. Prze­ko­na­nie przez samą mowę osią­gnie­my wów­czas, kie­dy udo­wod­ni­my praw­dę lub po­zór na pod­sta­wie wia­ry­god­nych dla każ­dej rze­czy prze­sła­nek.
Sko­ro spo­so­by prze­ko­ny­wa­nia za­le­żą od wy­mie­nio­nych trzech czyn­ni­ków, sta­je się ja­sne, że ten po­tra­fi się nimi po­słu­gi­wać, kto jest zdol­ny do lo­gicz­ne­go wnio­sko­wa­nia oraz do ana­li­zy ludz­kich cha­rak­te­rów, cnót i, po trze­cie, do­zna­wa­nych uczuć, tj. do okre­śle­nia, czym jest każ­de uczu­cie, ja­kie ma wła­ści­wo­ści, skąd i w jaki spo­sób się ro­dzi.
Ary­sto­te­les, Re­to­ry­ka, 1356a, tłum. H. Pod­biel­ski.

Gdy od­wo­łu­je­my się do ro­zu­mu i w ar­gu­men­ta­cji przed­sta­wia­my do­wo­dy, tj. uza­sad­nie­nie, że dane prze­ko­na­nie jest praw­dzi­we, to od­wo­łu­je­my się do lo­go­su i ar­gu­men­tu­je­my w spo­sób me­ry­to­rycz­ny (każ­dy inny spo­sób na­le­ży po­trak­to­wać jako po­za­me­ry­to­rycz­ny). Gdy w ar­gu­men­ta­cji sta­ra­my się wy­wo­łać pe­wien stan emo­cjo­nal­ny czy od­po­wied­ni na­strój, to od­wo­łu­je­my się do pa­to­su. Mogą to być emo­cje po­zy­tyw­ne lub ne­ga­tyw­ne, a wy­wo­łać je moż­na np. przez od­po­wied­nio do­sto­so­wa­ny opis (np. dra­stycz­ny), ale tak­że przez wska­za­nie (obie­ca­nie) ko­rzy­ści lub strat (za­stra­sze­nie). Na płasz­czyź­nie pa­to­su od­wo­łu­je­my się nie do ro­zu­mu, lecz emo­cji oraz pra­gnień.

Na­to­miast zgod­nie z płasz­czy­zną eto­su w ar­gu­men­ta­cji waż­na (a nie­kie­dy de­cy­du­ją­ca) jest oso­ba prze­ma­wia­ją­ca i jej cha­rak­ter. Ary­sto­te­les okre­śla etos tak­że jako po­sta­wę etycz­ną, po­sta­wę, jaką oka­zu­je mów­ca, lub na­sta­wie­nie mów­cy. Dziś być może le­piej po­wie­dzieć: ogól­ny wi­ze­ru­nek, czy­li to, jak mów­ca jest po­strze­ga­ny (ale pod­kreśl­my, że by­ło­by to pew­ne odej­ście od idei sa­me­go Ary­sto­te­le­sa), zwłasz­cza: kon­kret­nie w chwi­li wy­gła­sza­nia mowy. Jesz­cze ina­czej mo­gli­by­śmy po­wie­dzieć, że etos okre­śla, czy mów­ca jest trak­to­wa­ny jako au­to­ry­tet, ktoś wia­ry­god­ny i rze­tel­ny, ob­da­rzo­ny mocą, moż­li­wo­ścia­mi i upraw­nie­nia­mi do pod­ję­cia dzia­ła­nia.

Czy prze­stęp­cy mogą mieć swój etos? Oczy­wi­ście, je­śli uzna­my, że etos to rze­tel­ność, praw­do­mów­ność i wia­ry­god­ność, to spra­wa się kom­pli­ku­je. My­ślę, że war­to to po­ję­cie ująć (roz­sze­rzyć), by dało się mó­wić o eto­sie re­la­tyw­nie do pew­nej gru­py. Esco­bar dla wie­lu Ko­lum­bij­czy­ków był bo­ha­te­rem, choć dla wła­dzy był prze­stęp­cą.

Wróć­my do se­ria­lu „Nar­cos”. Dwie przy­wo­ła­ne sce­ny, któ­re otwie­ra­ją ko­lej­ne dwa se­zo­ny, ilu­stru­ją w nie­spo­ty­ka­ny spo­sób prze­mia­nę głów­ne­go bo­ha­te­ra (wy­ra­zy uzna­nia dla sce­na­rzy­stów za nie­sa­mo­wi­tą pa­ra­le­lę). Nie­sa­mo­wi­to­ści tym sce­nom do­da­je spoj­rze­nie na nie z punk­tu wi­dze­nia przed­sta­wio­ne­go za Ary­sto­te­le­sem. Pierw­sza ze scen po­ka­zu­je Esco­ba­ra jako ar­gu­men­tu­ją­ce­go na płasz­czyź­nie pa­to­su — w spo­sób bar­dzo spraw­ny i prze­ni­kli­wy do­bie­ra on środ­ki per­swa­zji, wie, że nie po­wi­nien roz­gry­wać tej par­tii na grun­cie lo­go­su. Dru­ga po­ka­zu­je, że może on obyć się już na­wet bez pa­to­su. Jego etos, sta­tus, au­to­ry­tet, są tak sil­ne, że nie musi uza­sad­niać (wo­bec nie­któ­rych!) swo­ich prze­ko­nań i czy­nów. Na­zwa­nie żoł­nie­rza „sy­nem” chy­ba naj­peł­niej okre­śla re­la­cję, jaka mię­dzy nimi za­cho­dzi: jest ona nie­rów­no­rzęd­na, to Esco­bar stoi wy­żej, on ma wła­dzę. Ale okre­śle­nie to wska­zu­je tak­że, że Esco­bar jest opie­ku­nem, aresz­to­wa­nie go zaś by­ło­by ak­tem nie­wdzięcz­no­ści.

Sce­ny te uświa­da­mia­ją, jak ogrom­ną siłę może mieć etos (do­bre imię, wi­ze­ru­nek, au­to­ry­tet) — i że war­to o nie­go dbać i o nim pa­mię­tać. Ary­sto­te­les był zwo­len­ni­kiem ar­gu­men­ta­cji me­ry­to­rycz­nej, jed­nak­że miał świa­do­mość, że to wła­śnie etos jest naj­sil­niej­szym czyn­ni­kiem per­swa­zyj­nym. Etos to nie tyl­ko au­to­ry­tet mów­cy, po­nie­waż etos re­ali­zu­je się w mo­wie — na nic au­to­ry­tet mów­cy, je­śli da się po­nieść emo­cjom i da im upust, je­śli nie oka­że sza­cun­ku swo­je­mu roz­mów­cy lub au­dy­to­rium — np. po­przez do­bór słów lub za­cho­wa­nie.

Je­śli za­cznie­my szu­kać wo­kół nas osób o sil­nym eto­sie, to praw­do­po­dob­nie cze­ka nas duże roz­cza­ro­wa­nie. Tym, jak nie­wie­le ich znaj­dzie­my, i tym, jak dużo do­strze­że­my prób ma­ją­cych na celu ich zdys­kre­dy­to­wa­nie, je­śli tyl­ko na­ra­żą się ja­kiejś opcji po­li­tycz­nej, re­dak­cji, gru­pie spo­łecz­nej itp. Ce­lo­wo nie wska­zu­ję osób z na­zwi­ska, bo spra­wa do­ty­czy różnych/wszystkich stron (ba­ry­ka­dy?). Tą kon­sta­ta­cją za­koń­czę, ale ciąg dal­szy na­stą­pi.

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.

Not readable? Change text. captcha txt