Czy jakieś słowa są wieloznaczne?

Uwa­gi po­przed­nich czę­ści kon­cen­tro­wa­ły się na umie­jęt­no­ści okre­śla­nia, jaka jest teza tek­stu, na jaki pro­blem au­tor za­mie­rza od­po­wie­dzieć oraz ja­kie są prze­słan­ki wspie­ra­ją­ce tezę. Zna­jo­mość tych rze­czy z pew­no­ścią przy­bli­ża nas znacz­nie do celu, czy­li umie­jęt­no­ści oce­ny in­for­ma­cji, for­mu­ło­wa­nia wła­snej opi­nii, po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji.

Pierw­szym kro­kiem ana­li­zy jest za­tem uświa­do­mie­nie so­bie struk­tu­ry ar­gu­men­tu. Dru­gi, któ­ry bę­dzie przed­mio­tem za­in­te­re­so­wa­nia tej czę­ści, to zba­da­nie zna­cze­nia, czy­li po­ję­cio­wej za­war­to­ści wy­róż­nio­nych czę­ści. Wy­ma­ga to dość szcze­gó­ło­we­go przyj­rze­nia się wła­sno­ściom ca­łe­go ję­zy­ka i wy­ra­żeń wcho­dzą­cych w jego skład.

Za­nim zgo­dzi­my się z czy­imś zda­niem, mu­si­my pre­cy­zyj­nie okre­ślić zna­cze­nie uży­tych słów. Je­śli się nam to nie uda, nie do­trze­my ni­gdy do tego, co au­tor za­mie­rzał nam po­wie­dzieć — mó­wiąc pro­ściej: nie zro­zu­mie­my go. Okre­śla­nie zna­cze­nia czy­ichś słów wy­ma­ga dwóch pod­sta­wo­wych umie­jęt­no­ści:

  • zna­jo­mo­ści zna­cze­nia słow­ni­ko­we­go wy­ra­żeń
  • go­to­wo­ści do od­czy­ty­wa­nia in­ten­cji oso­by mó­wią­cej, któ­re mogą mo­dy­fi­ko­wać utar­te zna­cze­nia słów (nie­znacz­nie, np. na­da­jąc im war­to­ścio­wa­nie lub przy­wo­łu­jąc okre­ślo­ne sko­ja­rze­nie, bądź bar­dzo znacz­nie, np. w wy­ni­ku błęd­ne­go uży­cia sło­wa lub uży­cia bar­dzo twór­cze­go).

 

Komentarz do filmu „Źródło” w serwisie Filmweb

Film dziw­ny — to na pew­no. Czy wy­bit­ny? Gdy­by mie­rzyć ge­niusz fil­mu tym, jak bar­dzo usi­łu­je być am­bit­ny na pew­no był­by to film ge­nial­ny. Jed­nak chy­ba nie o to cho­dzi w ki­nie, by film był am­bit­ny, lecz by był do­bry — a to nie za­wsze idzie w pa­rze.

Film opo­wia­da (chy­ba ?) o umie­ra­niu i jego prze­ży­wa­niu, ale tak na­praw­dę trze­ba by spo­re­go wy­sił­ku i du­żej dozy nad­in­ter­pre­ta­cji by doj­rzeć w nim coś od­kryw­cze­go, głę­bo­kie­go czy na­praw­dę po­ru­sza­ją­ce­go.

Ro­zu­miem Aro­no­fo­skie­go — na pew­no na­kła­da­nie ko­lej­nych me­ta­for i sym­bo­li na te już ist­nie­ją­ce, za­ba­wy w od­nie­sie­nia do nur­tów re­li­gij­nych, roz­ta­cza­nie mniej lub bar­dziej wy­su­bli­mo­wa­nych wi­zji ar­ty­stycz­nych musi być cie­ka­wym za­ję­ciem, jed­nak dla mnie, jako wi­dza sta­je się to mę­czą­ce.

Moż­na prze­pla­tać chro­no­lo­gię, moż­na uży­wać sym­bo­li­ki, moż­na nie do­po­wia­dać wszyst­kie­go, ale czy to ma jesz­cze sens, gdy za­tra­ca się przy tym wszyst­kim prze­sła­nie, treść czy myśl, któ­rą chce się prze­ka­zać? Po ja­kimś cza­sie ta ka­ska­da pseu­do­in­te­lek­tu­al­nych fa­jer­wer­ków już nie fa­scy­nu­je, tyl­ko nu­dzi a oglą­da­jąc ją czło­wiek za­sta­na­wia się tyl­ko, jaki to ba­nał za­pa­ko­wa­ny w wiel­kie błysz­czą­ce pu­deł­ko ze zło­ta ko­kar­dą spre­zen­tu­je nam Aro­no­fski w ko­lej­nej sce­nie.

Szko­da, bo tru­izm w ład­nym opa­ko­wa­niu na­dal po­zo­sta­je tru­izmem, a o na­praw­dę waż­nych rze­czach moż­na opo­wie­dzieć pro­sty­mi sło­wa­mi bez po­trze­by wę­drów­ki przez stu­le­cia i le­wi­ta­cji wśród wiel­kich błysz­czą­cych gwiazd.

Prze­kor­ne 510 dla wszyst­kich, któ­rzy uwa­ża­ją, że ten któ­re­mu film się nie spodo­bał, na pew­no go nie zro­zu­miał.

(Źró­dło: Film­web)

Na­le­ży za­uwa­żyć, że bar­dzo trud­no jest oce­nić ar­gu­men­ta­cję przed­sta­wio­ną po­wy­żej, po­nie­waż trud­no stwier­dzić, co au­tor chciał wła­ści­wie po­wie­dzieć. Mówi się o fil­mach: dziw­nych, am­bit­nych, do­brych — ale jak mamy to wła­ści­wie ro­zu­mieć? Przy­to­czo­ne stwier­dze­nie za­wie­ra wie­le nie­ja­snych, ogól­ni­ko­wych i nie­pre­cy­zyj­nych nazw. Zgod­nie z ro­zu­mie­niem au­to­ra film może być am­bit­ny, a za­ra­zem nie być fil­mem do­brym — za­pew­ne cho­dzi o fil­my „am­bit­ne na siłę”. Ale czy — z dru­giej stro­ny — może ist­nieć film do­bry, któ­ry nie jest am­bit­ny? Czy by­ły­by to fil­my pro­ste lub oszczęd­ne (pod ja­kimś wzglę­dem — sce­na­riu­sza, sce­no­gra­fii, efek­tów spe­cjal­nych, in­nych środ­ków ar­ty­stycz­nych)? Wła­śnie te wąt­pli­wo­ści świad­czą, że na­le­ża­ło­by spre­cy­zo­wać daną wy­po­wiedź, by móc zro­zu­mieć, co au­tor miał na my­śli, i w kon­se­kwen­cji być w sta­nie ja oce­nić.

Kil­ka wnio­sków:

  • nie moż­na za­re­ago­wać na ar­gu­ment, je­śli się nie zro­zu­mie zna­cze­nia klu­czo­wych nazw i zdań;
  • to, jak mogą one być ro­zu­mia­ne i in­ter­pre­to­wa­ne, w istot­ny spo­sób wpły­wa na ak­cep­to­wal­ność ca­łe­go ro­zu­mo­wa­nia;
  • za­nim okre­śli­my za­kres, w któ­rym zga­dza­my się lub nie zga­dza­my z au­to­rem, mu­si­my spró­bo­wać od­kryć pre­cy­zyj­ne zna­cze­nie wy­po­wie­dzi;
  • na ogół zna­cze­nie wy­ra­żeń wy­da­je się nam oczy­wi­ste, a tym­cza­sem bar­dzo czę­sto oczy­wi­ste nie jest!

Kłopoty wynikające z elastyczności słów

Ję­zyk jest bar­dzo skom­pli­ko­wa­ny. Wła­ści­wie każ­de sło­wo, któ­re­go uży­wa­my, jest wie­lo­znacz­ne. Gdy­by każ­de sło­wo mia­ło tyl­ko jed­no zna­cze­nie, co do któ­re­go zga­dza­ją się wszy­scy użyt­kow­ni­cy ję­zy­ka, na­sza ko­mu­ni­ka­cja by­ła­by znacz­nie łatwiejsza.[/dontsplit]

Przy­kła­dem oczy­wi­stej wie­lo­znacz­no­ści słów jest np. wy­raz „za­mek”. W jed­nym zna­cze­niu na­zy­wa on bu­dow­lę wa­row­ną, w dru­gim ze zna­czeń na­zy­wa przy­rząd słu­żą­cy do za­my­ka­nia drzwi klu­czem. To, w któ­rym zna­cze­niu sło­wo wy­stę­pu­ję w da­nym zda­niu, zwy­kle ła­two roz­po­znać z kon­tek­stu, np. te­ma­tu roz­mo­wy.

Po­myśl­my jed­nak o tym, jak wie­le zna­czeń mają ta­kie sło­wa, jak: „wol­ność”, „nie­przy­zwo­itość”, „szczę­ście”, „do­bro”, „spra­wie­dli­wość” lub „mi­łość”.

Gdy ktoś stwier­dza, że dane za­cho­wa­nie jest nie­spra­wie­dli­we (i po­win­no zo­stać uka­ra­ne), a ktoś inny, że pe­wien film jest nie­przy­zwo­ity (i po­win­no się za­ka­zać emi­to­wa­nia go), to trud­no oce­nić ar­gu­ment, do­pó­ki nie zro­zu­mie­my, co dana oso­ba ro­zu­mie przez „przy­zwo­ity” bądź „nie­spra­wie­dli­wy”. Uwa­ga: czę­sto nie je­ste­śmy w sta­nie zro­zu­mieć tego, co czy­ta­my bądź sły­szy­my, wła­ści­wie (czy­li np. zgod­nie z in­ten­cja­mi au­to­ra), po­nie­waż z góry za­kła­da­my zna­cze­nie tych słów, któ­re są nie­ja­sne i wie­lo­znacz­ne.

Znajdź dwuznaczności i niejasności w poniższych przykładach

Przykład 1:

Były gwiaz­dor fran­cu­skie­go fut­bo­lu, obec­nie dy­rek­tor spor­to­wy Re­alu Ma­dryt Zi­ne­di­ne Zi­da­ne, po­zwał ko­mi­ka znad Se­kwa­ny za na­ru­sze­nie dóbr oso­bi­stych i do­ma­ga się 75 tys. euro za­dość­uczy­nie­nia. Chri­sto­phe Ale­ve­que na­zwał jego udział w re­kla­mie pro­sty­tu­cją.

Cho­dzi­ło o wy­stęp pił­ka­rza w re­kla­mie kan­dy­da­tu­ry Ka­ta­ru jako go­spo­da­rza mi­strzostw świa­ta w 2022 roku. Za udział w ak­cji pro­mu­ją­cej bo­ga­ty emi­rat miał do­stać 11 mi­lio­nów euro. Pa­ry­ski sąd ma ogło­sić wy­rok 22 mar­ca.

Zi­da­ne, któ­ry uro­dził się w Mar­sy­lii w ro­dzi­nie al­gier­skich emi­gran­tów, był am­ba­sa­do­rem Ka­ta­ru w sta­ra­niach o przy­zna­nie mun­dia­lu i jak się oka­za­ło am­ba­sa­do­rem sku­tecz­nym. Po raz pierw­szy w hi­sto­rii tur­niej od­bę­dzie się na Bli­skim Wscho­dzie.

Zi­da­ne, mistrz świa­ta i Eu­ro­py, trzy­krot­nie był lau­re­atem Zło­tej Pił­ki FIFA (1998, 2000, 2003).

Źró­dło: Onet.pl.

Przykład 2:

Ana­li­zu­jąc dys­kurs post­dia­lek­tycz­ny, sta­je­my wo­bec wy­bo­ru: albo przy­jąć neo­se­man­tycz­ny pa­ra­dyg­mat kon­tek­stu, albo uznać, że ko­lek­tyw pod­le­ga de­kon­struk­cji — jed­nak­że tyl­ko, gdy Sar­trow­ski mo­del pa­ra­dyg­ma­tu kul­tu­ro­we­go za­wie­dzie. W prze­ciw­nym ra­zie mo­de­lem dla „sub­kul­tu­ro­wej teo­rii pre­pa­triar­chal­nej” bę­dzie La­ca­now­ski mo­del mark­si­zmu sub­kul­tu­ro­we­go, co po czę­ści ozna­cza krach rze­czy­wi­sto­ści. Te­mat nasz in­ter­po­lu­je się w mark­sizm sub­kul­tu­ro­wy obej­mu­ją­cy praw­dę w jej to­tal­no­ści. Dla­te­go jest kil­ka teo­rii tego kul­tu­ro­we­go pa­ra­dyg­ma­tu.

U Die­tri­cha (patrz: Die­trich, K.T., red., 1981 Za­po­mnij­cie o Son­tag: ka­pi­ta­li­stycz­ny pa­ra­dyg­mat dys­kur­su a sur­re­alizm, Yale Uni­ver­si­ty Press) głów­nym te­ma­tem w ana­li­zie kon­struk­cji kul­tu­ro­wych jest nie dys­kurs, jak wska­zy­wa­ła­by nar­ra­cja sub­ka­pi­ta­li­stycz­na, lecz pre­dy­skurs. Na­to­miast Spel­ling w Be­ver­ly Hills 90210 de­kon­stru­uje sur­re­alizm i roz­wa­ża ka­pi­ta­li­stycz­ny pa­ra­dyg­mat dys­kur­su. (Marks uży­wa ter­mi­nu „dia­lek­tycz­ny pa­ra­dyg­mat dys­kur­su”, ozna­cza­jąc rolę pi­sa­rza jako czy­tel­ni­ka).

Źró­dło: B. Wol­nie­wicz, O póź­nej fi­lo­zo­fii Wit­t­gen­ste­ina, [w:] ten­że, O Pol­sce i ży­ciu, s. 107.

Przykład 3:

Co­kol­wiek znaj­du­je się w ob­rę­bie na­szej per­cep­cji i my­śli, wchła­nia­ne jest i ob­da­rzo­ne sen­sem jako część świa­ta, w któ­rym za­miesz­ku­je­my i któ­ry sta­ra­my się oswo­ić. Le­czy czy to my sami wła­snym de­kre­tem two­rzy­my ów sens, wią­żąc świat z na­szym prak­tycz­ny­mi, po­znaw­czy­mi bądź es­te­tycz­ny­mi aspi­ra­cja­mi, czy też go w nim od­kry­wa­my? A może jed­no i dru­gie? Wy­da­je mi się, że z her­me­neu­tycz­nej per­spek­ty­wy od­po­wiedź brzmi: jed­no i dru­gie. Je­śli tak, to sens ani nie jest przez nas swo­bod­nie wy­twa­rza­ny, ani nie tkwi go­to­wy w na­tu­rze czy hi­sto­rii, cze­ka­jąc na od­kryw­cę. Jest ra­czej tak, że sen­so­twór­czy Duch ak­tu­ali­zu­je się w sa­mym pro­ce­sie ob­ja­wia­nia się na­szym umy­słom; albo też, ina­czej to uj­mu­jąc, Byt, wy­po­sa­żo­ny w sens, ?sta­je się tym, czym jest? dzię­ki ludz­kie­mu zro­zu­mie­niu, czym jest.

Źró­dło: L. Ko­ła­kow­ski, Hor­ror me­ta­phy­si­cus.

Lokalizowanie kluczowych pojęć i zdań

Nie każ­da nie­ja­sność lub wie­lo­znacz­ność jest groź­na. Szcze­gól­nie groź­ne są te, któ­re po­ja­wia­ją się w ar­gu­men­ta­cji, po­nie­waż w za­leż­no­ści od ro­zu­mie­nia słów albo za­ak­cep­tu­je­my wnio­sek, albo nie. Klu­czo­we po­ję­cia i zda­nia to te, któ­re do­pusz­cza­ją róż­ne ro­zu­mie­nia i któ­re wy­ma­ga­ją spre­cy­zo­wa­nia, by­śmy byli w sta­nie okre­ślić swo­ją po­sta­wę wzglę­dem ca­łe­go ro­zu­mo­wa­nia.

By zi­lu­stro­wać po­trze­bę oce­ny nie­ja­sno­ści i wie­lo­znacz­no­ści, roz­waż­my na­stę­pu­ją­ce kwe­stie (wy­ma­ga­ją­ce roz­strzy­gnię­cia — tak lub nie):

  • Czy prze­moc, przed­sta­wia­na w pro­gra­mach te­le­wi­zyj­nych, ma ne­ga­tyw­ny wpływ na spo­łe­czeń­stwo?
  • Czy kon­kur­sy pięk­no­ści uwła­cza­ją god­no­ści ko­bie­ty?
  • Czy w cią­gu ostat­nie­go roku wzro­sła licz­ba wy­pad­ków sa­mo­cho­do­wych spo­wo­do­wa­nych przez nie­do­świad­czo­nych kie­row­ców?

Każ­de z tych py­tań za­wie­ra sfor­mu­ło­wa­nia, któ­re po­win­ny zo­stać wy­ja­śnio­ne przed pró­bą od­po­wie­dzi na nie, np.: „prze­moc”, „uwła­cza­ją­cy god­no­ści ko­bie­ty”, „nie­do­świad­czo­ny kie­row­ca”. W związ­ku z tym, pod­czas czy­ta­nia po­win­ni­śmy przy­wią­zy­wać szcze­gól­ną uwa­gę do tego, jak au­tor ro­zu­mie te sfor­mu­ło­wa­nia.

Moż­na przy­jąć jako re­gu­łę, że im bar­dziej abs­trak­cyj­ne jest dane sło­wo lub wy­ra­że­nie, tym bar­dziej jest po­dat­ne na wie­lość in­ter­pre­ta­cji. Zo­bra­zuj­my, czym są po­ję­cia abs­trak­cyj­ne kil­ko­ma przy­kła­da­mi. Sło­wa „rów­ność”, „od­po­wie­dzial­ność”, „por­no­gra­fia” czy „agre­sja” są bar­dziej abs­trak­cyj­ne niż: „ma­ją­cy rów­ny do­stęp do środ­ków ko­niecz­nych do ży­cia”, „ten, kto bez­po­śred­nio spo­wo­do­wał dane zda­rze­nie”, „zdję­cia ob­na­żo­nych na­rzą­dów płcio­wych ko­bie­ty lub męż­czy­zny”, „ten, kto ce­lo­wo po­wo­du­je ob­ra­że­nia fi­zycz­ne u in­nej oso­by”. Spo­sób mó­wie­nia bez nazw abs­trak­cyj­nych do­star­cza nam lep­sze­go, pre­cy­zyj­niej­sze­go ob­ra­zu sy­tu­acji, o któ­rej mowa. Za­mia­nę zdań za­wie­ra­ją­cych wy­ra­że­nia abs­trak­cyj­ne na zda­nia za­wie­ra­ją­ce tyl­ko na­zwy kon­kret­ne na­zy­wa­my pa­ra­fra­zo­wa­niem.

By okre­ślić sło­wa, któ­re są nie­ja­sne lub dwu­znacz­ne, moż­na wcie­lić się w rolę ko­goś prze­ciw­ne­go za­pro­po­no­wa­nej te­zie i za­sta­no­wić się: gdy­bym zaj­mo­wał sta­no­wi­sko prze­ciw­ne do przed­sta­wio­ne­go przez au­to­ra, czy pew­ne wy­ra­że­nia zde­fi­nio­wał­bym ina­czej? Np. zwo­len­nik kon­kur­sów pięk­no­ści był­by skłon­ny do in­ne­go de­fi­nio­wa­nia tego, co ubli­ża god­no­ści ko­bie­ty.

Pod­su­mo­wa­nie:

  • Przej­rzyj kwe­stię, tezę i prze­słan­ki, by po­znać klu­czo­we po­ję­cia tek­stu.
  • Uwa­żaj na na­zwy abs­trak­cyj­ne.
  • Sta­raj się spoj­rzeć na spra­wę z róż­nych punk­tów wi­dze­nia, by spraw­dzić, czy pew­ne sło­wa moż­na zde­fi­nio­wać ina­czej.

Sprawdzanie wieloznaczności

Gdy od­szu­kasz już klu­czo­we dla tek­stu po­ję­cia, za­daj so­bie py­ta­nie: „Czy ro­zu­miem, co one zna­czą?”. Mu­sisz pa­mię­tać:

  • By nie za­kła­dać z góry, że wiesz, co au­tor ma na my­śli i w ja­kim zna­cze­niu uży­wa słów. Nie na­sta­wiaj się na po­twier­dza­nie swo­ich przy­pusz­czeń, nie przy­ta­kuj au­to­ro­wi („wiem, co masz na my­śli”), lecz py­taj, co au­tor chciał przez to po­wie­dzieć.
  • By nie przyj­mo­wać, że sło­wo ma tyl­ko jed­no — w do­dat­ku czy­tel­ne i oczy­wi­ste — zna­cze­nie. Wie­le słów na­sze­go ję­zy­ka jest wie­lo­znacz­nych. Py­taj za­tem, czy któ­reś ze słów może zna­czyć róż­ne rze­czy.
  • Do­brym spraw­dzia­nem tego, czy dane sło­wo jest (w da­nym kon­tek­ście) wie­lo­znacz­ne, jest „pod­sta­wia­nie” zna­cze­nia pod dane sło­wo i spraw­dze­nie, czy róż­ne pod­sta­wie­nia brzmią roz­sąd­nie. Je­śli tak, mamy do czy­nie­nia z waż­ną wie­lo­znacz­no­ścią.

Do­bry­mi przy­kła­da­mi wie­lo­znacz­no­ści są… tek­sty re­kla­mo­we. Nie­któ­re w za­baw­ny spo­sób wy­ko­rzy­stu­ją na­tu­ral­ną wie­lo­znacz­ność (Re­kla­ma prosz­ku do pra­nia z lat 90.: „uOj­ciec prać? — prać”), inne — pró­bu­ją nas wpro­wa­dzić w błąd.

Przy­kład: Pro­szek „Czy­stuś” jest o 20% sku­tecz­niej­szy niż zwy­kły pro­szek.
Kwe­stia: Jaki pro­szek do pra­nia po­wi­nie­neś ku­pić?
Teza: Po­wi­nie­neś ku­pić „Czy­stu­sia”.
Prze­słan­ki: „Czy­stuś” jest o 20% sku­tecz­niej­szy niż zwy­kły pro­szek.

Czy ja­sne jest, co zna­czy, że „Czy­stuś” jest o 20% sku­tecz­niej­szy niż zwy­kły pro­szek? Oczy­wi­ście nie!

  • Czy to zna­czy, że ta sama ilość prosz­ku (przy tej sa­mej ilo­ści wody, prą­du, w tej sa­mej pral­ce) jest w sta­nie uprać o 20% wię­cej ubrań?
  • A może cho­dzi o po­rów­na­nie wy­daj­no­ści prosz­ków ku­pio­nych za tę samą cenę (a nie o tę samą ilość prosz­ku)?
  • Czy „20% ubrań” do­ty­czy ich licz­by, masy, po­wierzch­ni, ob­ję­to­ści?
  • Czy zwy­kły pro­szek nie po­ra­dził­by so­bie z więk­szą ilo­ścią ubrań?
  • Co to jest zwy­kły pro­szek? Do­wol­ny tań­szy niż „Czy­stuś”? Ten je­dy­ny, któ­ry jest naj­czę­ściej sto­so­wa­ny?

Inne przy­kła­dy:

Re­kla­mo­daw­ca sta­ra się sfor­mu­ło­wać prze­kaz w spo­sób na tyle ogól­ny, by każ­dy od­bior­ca zin­ter­pre­to­wał zna­cze­nie ca­ło­ści po swo­je­mu, przy­pi­su­jąc jej w da­nej sy­tu­acji sen naj­bar­dziej atrak­cyj­ny.

Me­cha­nizm, któ­ry szcze­gól­nie wy­raź­nie ob­ser­wu­je­my w re­kla­mach, jest obec­ny w na­szej ko­mu­ni­ka­cji co­dzien­nej. Wy­star­czy po­my­śleć, w jaki spo­sób za­chwa­la­my film — uży­wa­my wie­lu przy­miot­ni­ków, któ­rych treść bywa bar­dzo ubo­ga: „faj­ny”, „su­per”, „na­praw­dę do­bry”, i mogą być ro­zu­mia­ne wie­lo­ra­ko.

Wieloznaczność a kontekst

Bar­dzo po­moc­ny w okre­śle­niu nie­ja­snych słów może być kon­tekst wy­po­wie­dzi, czy­li inne aka­pi­ty tego sa­me­go tek­stu, inne tek­sty tego sa­me­go au­to­ra lub oko­licz­no­ści ze­wnętrz­ne jego po­wsta­nia (miej­sce, czas).

Wieloznaczność, definicje, słowniki

By być w sta­nie uświa­do­mić so­bie wie­lo­znacz­ność da­ne­go po­ję­cia, trze­ba znać moż­li­we zna­cze­nia da­ne­go sło­wa. Zna­cze­nie sło­wa moż­na po­dać na róż­ne spo­so­by, tu­taj ogra­ni­czy­my się do trzech naj­waż­niej­szych i naj­bar­dziej uży­tecz­nych. Mo­że­my od­sło­nić zna­cze­nie da­ne­go sło­wa, po­da­jąc sy­no­nim (wy­ra­że­nie o tym sa­mym zna­cze­niu lub bli­sko­znacz­ne), da­jąc przy­kład sy­tu­acji, do któ­rej sło­wo się sto­su­je, lub okre­śla­jąc kry­te­ria uży­cia da­ne­go sło­wa.

Przy­kład: by wy­ja­śnić zna­cze­nie sło­wa „woda” mo­że­my:

  • po­dać wy­ra­że­nie sy­no­ni­micz­ne: „prze­zro­czy­sta, bez­barw­na ciecz, nie­zbęd­ny skład­nik or­ga­ni­zmów ży­wych” (ISJP)
  • przed­sta­wić przy­kład: po­ka­zać np. bu­tel­kę z wodą, staw, rze­kę, od­krę­cić kran
  • okre­ślić kry­te­ria: ciecz, któ­rej skład che­micz­ny to H2O

Na­tu­ral­nym źró­dłem de­fi­ni­cji są słow­ni­ki i en­cy­klo­pe­die. Na­le­ży zwró­cić uwa­gę na pew­ne roz­bież­no­ści mię­dzy nimi. Otóż słow­ni­ki wska­zu­ją, jak lu­dzie ro­zu­mie­ją dane sło­wo, ja­kie obiek­ty nim na­zy­wa­ją. To ro­zu­mie­nie może nie być szcze­gól­nie ostre lub ade­kwat­ne. En­cy­klo­pe­die dążą do opi­sa­nia nie zwy­cza­ju ję­zy­ko­we­go, lecz „na­tu­ry rze­czy­wi­sto­ści”, czym rze­czy są — en­cy­klo­pe­die od­wo­łu­ją się do róż­nych teo­rii, czę­sto za­ostrza­ją na­sze po­ję­cia na­tu­ral­no­ję­zy­ko­we. Przy­kła­dy wy­raź­nych roz­bież­no­ści zna­czeń ję­zy­ko­wych i na­uko­wych:

  • wg słow­ni­ka ję­zy­ka pol­skie­go po­mi­dor to wa­rzy­wo, we­dług en­cy­klo­pe­dii — jest to owoc;
  • sło­wem ”woda” na­zy­wa­my ciecz bez­barw­ną, bez za­pa­chu, pły­ną­cą w rze­kach itp., na­to­miast en­cy­klo­pe­dia poda nam, że woda to sub­stan­cja (nie­ko­niecz­nie cie­kła) o wzo­rze che­micz­nym H2O;
  • ktoś kie­ru­ją­cy się po­tocz­nym ro­zu­mie­niem sło­wa ”zło­to” nie od­róż­nił­by zło­ta od tom­ba­ku.

Słow­ni­ki zwy­kle od­wo­łu­ją się do dwóch pierw­szych spo­so­bów cha­rak­te­ry­zo­wa­nia zna­cze­nia. Z punk­tu wi­dze­nia my­śle­nia kry­tycz­ne­go są one jed­nak czę­sto nie­wy­star­cza­ją­ce — nie dla­te­go, że nie są praw­dzi­we (bo mogą być praw­dzi­we lub nie!), lecz dla­te­go, że nie cha­rak­te­ry­zu­ją zna­cze­nia pre­cy­zyj­nie.

Przy­kład: Ja­kość kształ­ce­nia na uni­wer­sy­te­tach nie ule­ga po­gor­sze­niu. Na pod­sta­wie wy­ni­ków an­kie­ty, któ­rą uda­ło się prze­pro­wa­dzić wśród wy­kła­dow­ców i stu­den­tów, moż­na przy­jąć, że więk­szość z nich są­dzi tak wła­śnie są­dzi.

Nie­ja­snym wy­ra­że­niem jest „ja­kość kształ­ce­nia”. Słow­nik (USJP) po­da­je na­stę­pu­ją­ce zna­cze­nia sło­wa „ja­kość”

1. książk. ?ro­dzaj, ga­tu­nek, war­tość cze­goś?:

Ja­kość ob­słu­gi nie bu­dzi za­strze­żeń.

? Do­bra, zła ja­kość pro­duk­cji.

? Pod­no­sić ja­kość wy­ro­bów.

? urz. Znak ja­ko­ści zob.  znak w zn. 1.

2. fi­loz. ?istot­ne ce­chy przed­mio­tu wy­róż­nia­ją­ce go spo­śród in­nych i sta­no­wią­ce o jego swo­isto­ści pod da­nym wzglę­dem?

Pa­su­ją­cym sy­no­ni­mem sło­wa „ja­kość” jest w tym kon­tek­ście „war­tość”. Jest to jed­nak rów­nież na­zwa abs­trak­cyj­na i nie do koń­ca ja­sne jest, na czym po­le­ga war­tość kształ­ce­nia i jak ją oce­nić. Na­le­ży się za­sta­no­wić, ja­kie kry­te­ria ma speł­niać uni­wer­sy­tet, by stwier­dzić o war­to­ści kształ­ce­nia w nim świad­czo­ne­go, ja­kie za­cho­wa­nia mo­że­my mieć na my­śli:

  • śred­nią ocen stu­den­tów
  • zdol­ność stu­den­tów do kry­tycz­ne­go my­śle­nia
  • licz­bę pro­fe­so­rów pra­cu­ją­cych na uni­wer­sy­te­cie
  • (śred­nią) ilość pra­cy po­trzeb­ną do zda­nia eg­za­mi­nu
  • zdol­ność do zdo­by­cia i utrzy­ma­nia pra­cy przez ab­sol­wen­tów
  • śred­nią pła­cę ab­sol­wen­tów uni­wer­sy­te­tu

Każ­de z tych kry­te­riów sta­no­wi inną mia­rę ja­ko­ści kształ­ce­nia uni­wer­sy­te­tu, każ­de z nich wy­ma­ga osob­nej oce­ny. W za­leż­no­ści od tego, któ­re zo­sta­ło przy­ję­te, bę­dzie­my albo przy­chyl­ni, albo ne­ga­tyw­nie na­sta­wie­ni wo­bec opi­nii przed­sta­wio­nej w po­wyż­szym przy­kła­dzie. Spraw­dze­nie słow­ni­ko­we­go zna­cze­nia sło­wa na nie­wie­le się zda­je w ta­kiej sy­tu­acji.

Nie­ja­sność i na­ce­cho­wa­nie słów w po­li­ty­ce

Nie­pre­cy­zyj­ne uży­cia słów (nie­ja­snych i wie­lo­znacz­nych) czę­sto nie są przy­pad­ko­we. Wcze­śniej była już mowa o ję­zy­ku re­kla­my, war­to tak­że po­wie­dzieć sło­wo o ję­zy­ku po­li­ty­ki. Bar­dzo czę­sto prze­mó­wie­nia po­li­ty­ków za­wie­ra­ją sło­wa, któ­rych zna­cze­nie opi­so­we jest nie­wiel­kie, jed­nak mają duży ła­du­nek emo­cjo­nal­ny, np. „spra­wie­dli­wość”, „wol­ność”, „so­li­dar­ność”, „wy­kształ­ciu­chy”, „ter­ro­ryzm”, „szan­taż” itp.

Zo­bacz wy­stęp George’a Car­li­na, któ­ry w dow­cip­ny spo­sób ko­men­tu­je zja­wi­sko roz­my­dla­nia, eu­fe­mi­za­cji i da­le­ko po­su­nię­tej po­praw­no­ści po­li­tycz­nej:

Orwell o języku i polityce:

Ję­zyk po­li­tycz­ny wy­ma­ga przede wszyst­kim eu­fe­mi­zmów, ba­na­łów i mgli­stych dwu­znacz­no­ści. Na bez­bron­ne wio­ski spa­da­ją bom­by, miesz­kań­cy mu­szą ucie­kać w pole, sta­da zwie­rząt giną pod ogniem ka­ra­bi­nów ma­szy­no­wych a na cha­ty lecą po­ci­ski sa­mo­za­pa­la­ją­ce? Bę­dzie się to na­zy­wa­ło pa­cy­fi­ka­cją. Mi­lio­nom wie­śnia­ków za­bie­ra się go­spo­dar­stwa i gna ich w dro­gę z tym tyl­ko, co zdo­ła­ją udźwi­gnąć? Na­zwie się to prze­sie­dle­niem lud­no­ści lub ko­rek­tą gra­nic. Wię­zi się lu­dzi la­ta­mi bez pro­ce­su? Do­sta­ją kul­kę w tył gło­wy lub są zsy­ła­ni za krąg po­lar­ny, by umie­rać na szkor­but w drew­nia­nych ba­ra­kach? Na­zy­wa się to usu­wa­niem ele­men­tów niepożądanych{{1}}.

[[1]]G. Or­well, Po­li­tics and the En­glish Lan­gu­age, „Ho­ri­zon” 1946, nr 4, cyt. za: N. Ba­ilar­ge­on, Krót­ki kurs sa­mo­obro­ny in­te­lek­tu­al­nej, s. 13. [[1]]

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.

Not readable? Change text. captcha txt