Poniżej zamieszczam dialog Empirysty (E) i Racjonalisty (R), czyli przedstawicieli dwóch opozycyjnych stanowisk w sprawie pochodzenia naszej wiedzy i źródeł uzasadnienia naszych przekonań. Jak sądzę, jest to ciekawe i bardzo przystępne rozpisanie na głosy jednego z kluczowych sporów filozoficznych.

Tekst jest moim tłumaczeniem rozdziałów: Analytic and Synthetic Judgements oraz Synthetic A Priori Judgements z książki Roberta M. Martina Philosophical Conversations (Robert M. Martin, Philosophical Conversations, Broadview Press, Ontario 2006).

 

 Sądy analityczne i syntetyczne

(R) Zgadzam się, że niektóre fakty dotyczące świata, w którym żyjemy, mogą zostać poznane jedynie dzięki zmysłom. Dowiedzieć się np., czy świnie potrafią latać, możemy tylko na podstawie naszych obserwacji świń. Ten sąd jest oczywiście sądem a posteriori. Jednakże sądzę, że żywimy przekonania dotyczące naszego świata, które są a priori – są to takie sądy, które odkrywamy i uzasadniamy bez udziału naszych zmysłów.

(E) Na przykład?

(R) OK, podam Ci jeden prosty przykład: fakt, że siostra dowolnej osoby jest płci żeńskiej. Każdy wie, że jest to prawdą, i nikt nie musi dokonywać obserwacji, by się o tym przekonać. Na przykład, wyobraźmy sobie socjologów, którzy zamierzają przeprowadzić badania empiryczne, aby określić, czy rzeczywiście jest tak, że siostra każdej osoby jest płci żeńskiej. Podchodzą do ciebie i pytają, czy masz siostrę. Mówisz, że tak. A oni pytają dalej, jakiej jest płci. To nie tylko byłoby głupie i niepotrzebne, ale w dodatku nie dawałoby silnie uzasadnionych wniosków. Nawet gdyby przeprowadzili wiele wywiadów, a każdy przepytywany odpowiedziałby, że jego siostra jest płci żeńskiej, nie uzasadniłoby to przekonania, że każda siostra – we wszystkich społeczeństwach, w przeszłości, w teraźniejszości czy w przyszłości – musi być płci żeńskiej. Na tym polega aprioryczność naszego przekonania.

(E) Dobrze, w porządku, jasne! Zgadzam się, że sąd a priori to taki, dla którego nie potrzebujemy świadectw empirycznych. Dlaczego tak jest? Ponieważ jest to sąd prawdziwy na mocy definicji. Częścią definicji słowa siostra jest to, że jest to osoba płci żeńskiej. Inaczej mówiąc: cecha żeńskości jest jedną z cech charakteryzujących pojęcie siostry. Aby posłużyć się tym pojęciem, musisz określić, czy dana osoba jest płci żeńskiej. Kant twierdził, że zdania prawdziwe tego rodzaju są konsekwencjami tego, że treść danego pojęcia „zawiera się” w innym: do treści pojęcia siostry należy treść pojęcia bycia płci żeńskiej. Zatem wiedza o tym, które pojęcia zawierają się w innych, wystarcza, by stwierdzić, że to zdanie jest prawdziwe. Musisz jedynie „podzielić” pojęcie siostry i wewnątrz niego odnajdziesz jako jego składnik pojęcie bycia płci żeńskiej. Operacja „dzielenia” jest czasami nazywana analizą pojęciową i dlatego filozofowie po Kancie określali sądy tego rodzaju – czyli takie, które są konsekwencjami tego, że jedne pojęcia zawierają się w drugich – mianem sądów analitycznych. Zatem jestem gotów przyznać, że istnieją sądy a priori, mianowicie takie, które są analityczne.

(R) Właśnie!

(E) Ale zauważ, że prawdy analityczne mają bardzo niewielką wagę. Można powiedzieć, że są one całkowicie nieinformatywne. Ich prawdziwość zależy nie od tego, jaki jest świat, ale jedynie od tego, z jakich pojęć się składają. Tak więc sądy analityczne nie są ważnymi elementami  naszej wiedzy. Dlatego socjolodzy, o których mówiliśmy, są wręcz podwójnie głupi: nie musisz mieć świadectw empirycznych, by się przekonać o prawdziwości zdania analitycznego. To po pierwsze. A po drugie, odkrywanie takich prawd nie jest dowiadywaniem się czegokolwiek. Istotną wiedzę czerpiemy z sądów, które nie są analityczne, lecz te, które Kant nazywał syntetycznymi. Ich prawdziwość zależy nie tylko od pojęć, z których się składają, lecz także od tego, jaki jest świat.

(R) Dlaczego są nazywane syntetycznymi?

(E) Synteza oznacza składanie, zbieranie razem – jest przeciwieństwem analizy, która oznacza dzielenie. Sądy syntetyczne łączą dwa sądy, z których żaden nie zawiera się w drugim. Na przykład, pojęcie świni nie zawiera się w pojęciu obiektów potrafiących latać, ale również go nie wyklucza. Więc zdanie „Żadna świnia nie potrafi latać” nie jest zdaniem prawdziwym analitycznie (ani analitycznie fałszywym). Posiadanie pojęć nie sprawia samo z siebie, że przekonania danej osoby są prawdziwe lub fałszywe. To jest twierdzenie syntetyczne. Oczywiście, musimy dokonać obserwacji, aby przekonać się, czy jest ono prawdziwe. Jest ono a posteriori.

Innym rodzajem sądów analitycznych są takie, które nazywamy prawdami logicznymi, np. Deszcz pada lub nie pada. Jak sądzę, o zdaniach tego rodzaju również można powiedzieć, że są prawdziwe ze względu na znaczenie pojęć, z których się składają, jednakże tym razem to pojęcia logiczne – czyli: lub oraz nie – sprawiają, że zdania te są prawdziwe. Dowolne zdanie o tej postaci: X lub nie X (gdzie za X podstawiamy zdanie oznajmujące) musi być prawdziwe ze względu na jego logikę – ze względu na to, jak działają stałe logiczne. Innymi zdaniami prawdziwymi logicznie są np. Jeśli pada, to pada i Wszystkie koty są kotami. Podobnie jak inne sądy analityczne – czyli te, które są prawdziwe ze względu na znaczenie pojęć – nie niosą one ze sobą żadnych informacji. Na przykład, możesz wiedzieć, że zdanie Jeśli pada, to pada jest prawdziwe, mimo że nie wiesz nic o pogodzie: nie musisz nawet wyglądać przez okno. Jest tak, ponieważ nie daje ono żadnych informacji o pogodzie.

(R) W porządku, zgadzam się, że sądy analityczne nie są szczególnie doniosłe, jeśli chodzi o wiedzę a priori (jeśli w ogóle uznać je za jakiś rodzaj wiedzy). Nie zgadzam się jednak z tobą w sprawie istnienia sądów syntetycznych a priori. Sądzę, że istnieją takie sądy.

 

 

W sprawie sądów syntetycznych a priori

(E)  Tu się właśnie nie zgadzamy! Czy istnieją prawdy syntetyczne a priori? Podaj mi jakiś przykład.

(R) Ależ proszę: Każde zdarzenie ma przyczynę!

(E) Hmm. Zgadzam się, że jest ono syntetyczne. Ale czy jest a priori? Zdanie Każdy skutek ma przyczynę – jest analityczne a priori. Ale to… czy na pewno jest a priori?

(R) A pamiętasz, co mówił Hume? Wszyscy w nie wierzymy, choć nie pochodzi wprost z doświadczenia.

(E) No cóż. Dopiero co twierdziłeś, że niczego nie postrzegamy jako przyczyny, a samo pojęcie przyczyny nie ma treści empirycznej. Jest czymś naturalnym myśleć, że sądy zawierające pojęcia nieempiryczne są sądami a priori. Jednakże my – empiryści – nie wierzymy, że istnieją takie pojęcia. Pojęcia albo mają treść empiryczną, albo są nonsensowne.

(R) Ale nawet gdybyśmy mogli postrzegać przyczyny, nie odkrylibyśmy, że każde zdarzenie je ma. Wciąż nie odkryliśmy przyczyn wielu rzeczy, których doświadczamy, ale i tak uznajemy, że te przyczyny istnieją – ponieważ już z góry wierzymy, że wszystko musi mieć jakąś przyczynę.

(E)  Moim zdaniem albo nie mamy racji, że każde zdarzenie ma swoją przyczynę, albo mamy jakieś wystarczające powody, by uznać, że nasze przekonanie są oparte na doświadczeniu. Nie musimy sprawdzić wszystkich przypadków, by uznać nasze uogólnienie za uzasadnione. By uznać, że rudziki jedzą robaki, nie muszę sprawdzać ich wszystkich – wystarczy odpowiednio duża liczba przypadków potwierdzających to przekonanie. Może tak samo jest z przekonaniem, że każde zdarzenie ma przyczynę.

(R) Nie sądzę, by nasze przekonanie, że każde zdarzenie ma swoją przyczynę, nie miało uzasadnienia. Ale nie wierzę, że może je uzasadnić jakakolwiek obserwacja. Zgadzam się z Kantem, że jest to sąd a priori. Weźmy jeden z jego przykładów: 7 + 5 = 12. Kant twierdził, że prawdy arytmetyki także są syntetyczne a priori.

(E) A czy nie jest tak, że 7 + 5 = 12 to sąd a posteriori, uzasadniony masą naszych doświadczeń zmysłowych? Pomyśl o tych wszystkich okazjach, gdy ludzie układali 7 przedmiotów, potem dodawali 5 i wychodziło im, że razem mają ich 12.

(R) Może tak, ale szczerze wątpię. Ile razy robiłeś coś takiego? Ile razy ktokolwiek robił coś takiego?

(E) Cóż, John Stuart Mill – zagorzały empirysta – stwierdził, że mamy mnóstwo świadectw empirycznych na rzecz prawd arytmetyki. Nie jestem pewien, czy miał rację – później powiem Ci o innych pomysłach empirystów na arytmetykę – ale myślę, że jego pomysł jest przynajmniej warty rozważenia i spróbuję go bronić.

(R) OK, zgodnie z tym, co powiedziałeś, 7 + 5 = 12 i inne prawdy arytmetyki są uzasadnione przez nasze liczne doświadczenia, zgadza się?

(E) Tak jest.

(R) Ale każdy powie – i słusznie! – że 7 milionów + 5 milionów = 12 milionów, chociaż nikt nigdy nie liczył takiej liczby czegokolwiek.

(E) Cóż, jak mówiłem wcześniej, empiryści nie twierdzą, że cała nasza wiedza pochodzi wprost z doświadczenia. Wykraczamy poza nie i dokonujemy uogólnień na podstawie pojedynczych doświadczeń. Np. jak się przekonasz, że 7 jabłek i 5 jabłek to 12 jabłek i tak samo z kamykami, możesz dokonać uogólnienia, licząc kaczki – które przecież nie ustawią się w szeregu i nie będą cierpliwie czekać, aż zdążysz je policzyć. Uogólniasz, że 7 czegokolwiek plus 5 czegokolwiek daje 12 rzeczy tego rodzaju. Więc masz uzasadnienie, że 7 milionów + 5 milionów musi dać 12 milionów.

(R) O nie, tak nie można. Sądy uzasadnione na podstawie doświadczenia, czyli a posteriori, są zawsze podatne na wątpliwości. Mogliśmy przegapić przypadek, który wykaże, że nasze przekonanie nie jest prawdziwe. Większość z nich jest tylko z grubsza prawdziwa, tylko w przybliżeniu, na ogół. Uogólnienie empiryczne, że wszystkie kruki są czarne, jest prawie powszechnie prawdziwe, ale nie do końca. Są przecież białe kruki – albinosy. Prawo dotyczące gazów doskonałych, że ich ciśnienie zależy odwrotnie proporcjonalnie od ich objętości jest szczególnie użytecznym przybliżeniem, ale nie jest ścisłe. Tymczasem wobec sądu 7 + 5 = 12 nie możemy mieć tego rodzaju wątpliwości. Wiemy, że jest to prawdą wszędzie, zawsze i nie tylko w przybliżeniu.

(E) Cóż, być może 7 + 5 = 12 jest także tylko w przybliżeniu prawdziwe i z czasem doświadczenie wykaże, że w niektórych przypadkach nie jest to prawdą.

(R) Doprawdy? Na przykład jakich?

(E) Jeśli weźmiesz 7 ml  wody i dodasz 5 ml alkoholu, to otrzymasz odrobinę mniej niż 12 ml płynu. Mogę ci to zademonstrować (a wypijemy później).

(R) Ale to nie jest rzetelny test na prawdziwość albo fałszywość tego zdania. Wiemy, co się dzieje w przypadku wody i alkoholu – ich cząsteczki niejako wpasowują się między siebie. Pomyśl o pomarańczach i rodzynkach – gdybyś połączył 7 litrów pomarańczy i 5 litrów rodzynek, nie otrzymałbyś 12 litrów. To nie jest rzetelny test, bo nie to mamy na myśli, gdy dodajemy.

(E) To może tak. Załóżmy, że jednego dnia spadło 7 cm śniegu, następnego zaś 5 cm. Trzyma mróz, więc śnieg nie topnieje. Ile cm śniegu leży na ziemi?

(R) OK. Niech będzie. Razem mamy 12 cm?

(E) Nie, bo 10.

(R) Jak to?

(E) Ciężar śniegu świeżego śniegu powoduje, że stary śnieg się zapada.

(R) Więc to znowu nie jest uczciwy test.

(E) Więc co byłoby uczciwym testem?

(R) Na przykład dodawanie mas przedmiotów. Jeśli połączysz bryłę o masie 7 kg z bryłą o masie 5 kg, to otrzymasz bryłę o masie 12 kg.

(E) Choć to dziwne, wcale nie. Otrzymamy bryłę o masie odrobinę mniejszej niż 12 kg, mianowicie: 11.999999999999999974 kg.

(R) Bez żartów. Niby w jaki sposób?

(E) Wynika to z pewnego odkrycia Einsteina, które dotyczy konwersji masy i energii wiązania grawitacyjnego.

(R) W takim razie ponownie nie jest to rzetelny test. Gdy zlepiłeś bryły, część masy przemieniło się w energię wiążącą cząstki.

(E) Oszukujesz. Odrzucasz każdy mój przykład jako nierzetelny! Zupełnie jakbyś bronił twierdzenia Wszystkie kruki są czarne odrzucając, mówiąc, że nic, co nie jest czarne, nie może być krukiem.

(R) Kant uważał, że także prawa geometrii są syntetyczne a priori. Czy uważasz, że i one tak naprawdę są a posteriori, potwierdzone przez wiele obserwacji i są jedynie w przybliżeniu prawdziwe, tak jak większość naszych empirycznych generalizacji?

(E) Tak. Opowiem Ci prawdziwą sytuację z historii nauki, które pokaże to na przykładzie twierdzenia, że suma kątów każdego trójkąta jest równa 180 stopni. W opowieści znowu pojawi się Einstein. Otóż w roku 1915 sformułował on teorię względności. Jej konsekwencją jest to, że pewne ogromne trójkąty – chodzi o wielkości astronomiczne – mają kąty, których miary nie sumują się do 180 stopni. Dokonano więc pewnych obserwacji astronomicznych, by sprawdzić, czy Einstein ma rację. By ci to wyjaśnić, odwołam się do następującego rysunku:

Po lewej stronie mamy orbitę Ziemi wokół Słońca, S. Na tej orbicie oznaczono dwie pozycje Ziemi punktami B i C. Po prawo znajduje się odległa gwiazda, A. Odcinek CA określa, gdzie znajduje się gwiazda A, gdy Ziemia znajduje się w pozycji C. Einstein przypuszczał, że grawitacja zagina przestrzeń, tak że wiązka światła pochodząca z gwiazdy ulegnie zagięciu w polu grawitacyjnym Słońca. Na swoim prostackim rysunku oznaczyłem to w ten sposób, że kąt ACB jest większy, niż oczekiwałoby się tego po kątach normalnego trójkąta. W rezultacie suma trzech kątów: ACB + BAC + CBA jest większa niż 180 stopni. Aby sprawdzić to przypuszczenie należało sprawdzić położenie gwiazdy A, patrząc z punktów B i C, oraz zmierzyć jej pozycję na niebie. Było to proste, gdy Ziemia znajdowała się w pozycji B, ale w pozycji C wystarczył dzień opóźnienia i gwiazda byłaby niewidoczna, ukryta za Słońcem. Czekano więc kilka lat, aż w końcu w 1919 roku, gdy nastąpiło całkowite zaćmienie Słońca, gwiazda pozostała widoczna i udało się dokonać pomiarów. Okazało się, że Einstein miał rację. Jak sądzę, to udowadnia, że kwestia, czy suma kątów w trójkącie wynosi 180, jest empiryczna, nie aprioryczna, lecz aposterioryczna – o jej prawdziwości przekonujemy się na podstawie obserwacji. A obserwacje wykazały, że jest fałszywa.

(R) Ależ spójrz, na rysunku wyraźnie widać, dlaczego suma jest większa niż 180 stopni. Linia AC nie jest linią prostą – jest wygięta! Więc ABC nie jest trójkątem, który jest zbudowany z odcinków będących częściami lini prostych. Czy sam nie stwierdziłeś, że pole grawitacyjne Słońca zakrzywia wiązkę światła pochodzącą z gwiazdy?

(E) Powiedziałem tak, ale to tylko metafora, nieprecyzyjny sposób mówienia. Właściwie wiązka promieni światła jest linią prostą. Wyobraź sobie naprawdę długą, doskonale prostą i sztywną linijkę, którą przystawiasz z jednego końca do punktu C, a z drugiego do A. Będzie ona dokładnie przylegać do odcinka CA. Znasz ten sposób sprawdzania, czy linijka jest prosta, polegający na przyłożeniu jej do oka i patrzeniu wzdłuż niej? Otóż gdybyś zrobił tak z naszą linijką przyłożoną do odcinka CA, okazałoby się, że jest prosta. CA spełnia wszystkie kryteria linii prostej. On musi być prosty!

(R) OK, ale nie jestem pewien. Ten przykład, podobnie jak inne, które zdają się zaprzeczać prawdom a priori, jest moim zdaniem w jakiś sposób błędny, nie wykazuje, że mój sąd jest nieprawdziwy.

(E) Ależ właśnie w zupełnie irracjonalny sposób odrzucasz wszelkie empiryczne świadectwa jakoby były tzw. prawdami, które w rzeczywistości są fałszywe. Dlaczego nie możemy uznać, że nauki empiryczne wykazały, że geometria euklidesowa jest w pewnym zakresie fałszywa? Że jest syntetyczna, aposterioryczna i prawdziwa jedynie w przybliżeniu?

(R) Zarówno arytmetyka, jak i geometria są całkowicie a priori. Dowodziliśmy w szkole średniej prawa o sumie kątów w trójkącie. Nasz dowód jest dobrym przykładem myśli apriorycznej. Rozpoczynasz od samych tylko aksjomatów, które są w sposób oczywisty prawdziwe, i możesz stwierdzić ich prawdziwość po prostu myśląc o nich i ich znaczeniu. Następnie dowodzisz prawd o trójkątach, używając jedynie działań rozumu. To dotyczy całej matematyki. Możesz stwierdzić, że matematyka nie jest nauką doświadczalną, obserwując matematyków przy pracy. Inni naukowcy przeprowadzają eksperymenty, dokonują obserwacji w terenie, patrzą przez mikroskopy lub teleskopy. Ale matematycy nie muszą patrzeć na nic poza kartką papieru, na której piszą. Nie muszą dokonywać żadnych obserwacji. I nie da się przeprowadzać testów obserwacyjnych w większości spraw, które są przedmiotem matematyki, ponieważ nie istnieją obserwacje, które byłyby z nimi powiązane. Nie możesz mieć paska długości -1 cm, ponieważ tego rodzaju matematyczne pojęcia nawet nie oznaczają niczego w widzialnym świecie.

(E) No dobrze, muszę przyznać, że należy coś powiedzieć o takim spojrzeniu na arytmetykę i geometrię. I jestem gotów uznać twoje zarzuty względem przykładów, które wcześniej podałem, że to nie było naprawdę dodawanie czy że to nie był naprawdę trójkąt. Jak zapowiadałem wcześniej, nie jestem do końca przekonany do Miilowskiego ujęcia, że arytmetyka i geometria są aposterioryczne.

(R) Czy to znaczy, że jesteś skłonny przyznać, że są a priori? Może przekonałem Cię, byś zgodził się ze mną?

(E) Rzeczywiście, uważam pogląd uznający ich aprioryczność za w jakimś sensie wiarygodny. Ale nadal nie jestem zgodzić się z tobą, że są one syntetyczne a priori. Powiedziałbym raczej, że są analityczne a priori. Zwróć uwagę, że takie podejście jest spójne z empiryzmem!

(R) Co to niby miałoby oznaczać, że są one analityczne?

(E) Ten pogląd uznaje arytmetykę i geometrię za przede wszystkim podawanie definicji i wyciąganie z nich konsekwencji. Tak widziane okazują się ciągami arbitralnie przyjętych symboli zdefiniowanych w określony sposób, tak że wszelkie prawdy arytmetyki okazują się prawdziwe na mocy definicji – czyli są analityczne. Tak więc arytmetyka i geometria, same w sobie, nie stosują się w ogóle do realnego świata. Jeśli chcesz zastosować je do świata, musisz dokonać empirycznej interpretacji – musisz określić sposób, w jaki odniesiesz pojęcia tych nauk do realnego świata. Stwiedzasz np., że operację dodawania matematycznego interpretujesz jako sumowanie mas przedmiotów rzeczywistego świata lub że geometryczna linia prosta oznacza wiązkę światła. Gdy mamy dane takie interpretacje, arytmetyka i geometria stosują się do świata, ale musimy doświadczalnie sprawdzić, czy nasze interpretacje są prawdziwe, czy może prawdziwe w przybliżeniu. Tak więc „czysta” – niezinterpretowana – arytmetyka i geometria są prawdziwe na mocy definicji – analitycznie a priori – a zinterpretowana arytmetyka i geometria są syntetyczne a posteriori. Nie ma czegoś takiego jak prawdy syntetyczne a priori.

(R) Prawdy czystej arytmetyki nie mogą być trywialnymi prawdami, po prostu na mocy definicji. One rzeczywiście ujawniają nam fakty dotyczące rzeczywistości. A gdyby byłby jedynie prawdami analitycznymi, dlaczego wymaga to tak wiele pracy umysłowej, by je odkryć? Gdyby były prawdziwe na mocy definicji samych definicji, módłbyś natychmiast je jako konsekwencje rozumienia różnych pojęć, jak np. że każda siostra jest płci żeńskiej.

(E) No wiec, być może niektóre konsekwencje złożonych prawd definicyjnych nie są w prosty sposób oczywiste, a niektóre wymagają głębszego namysłu, aby je odkryć – właśnie nad tym pracują matematycy. W każdym razie, pozwól mi zapytać cię o te sądy, o których sądzisz, że są syntetyczne a priori. Skoro miałyby być aprioryczne, nie można by ich uzasadnić na drodze empirycznej. Gdyby miały być syntetyczne, analiza pojęć również nie wystarczyłaby do ich uzasadnienia. Co w takim razie stanowi ich uzasadnienie?

(R) Sądy te są uzasadnione przez same tylko operacje naszego umysłu. Prawdy arytmetyki i geometrii zawierają się w tych, które Kartezjusz uznawał za poznawalne niezależnie od wrażeń zmysłowych, gdy umysł operuje na ideach czystych i wyraźnych. Rozważmy, dla przykładu, następujący aksjomat: Przez dowolne punkty A i B przechodzi tylko jedna prosta. Gdy naprawdę o tym pomyślisz i dopuścisz te idee do swojego umysłu, z których każda jest bardzo jasna i wyraźna, nie możesz nie uznać ich za prawdziwe i nie możesz się co do tego mylić.

(E) Nie wydaje mi się, abym mógł się na to zgodzić. Nie rozmiem, w jaki sposób sądy syntetyczne, o których mówisz, muszą być prawdziwe.

(R) Kant przedstawił argumenty za takim podejściem. Możemy odkrywać prawdziwość tych sądów a priori, pokazując, że gdyby te sądy nie były prawdziwe, nie moglibyśmy nic wiedzieć – nasza potoczna wiedza o wszystkim innym byłaby niemożliwa.

(SCEPTYK) Nie widzę, w jaki sposób miałoby to coś zmieniać. W każdym razie, jeśliby nawet było tak, że gdyby te sądy nie były prawdziwe, nie moglibyśmy wiedzieć nic innego, nie przekonałoby mnie to, że są one prawdziwe. Być może potoczna wiedza jest czymś niemożliwym!

(R) To, co mówisz, jest niedorzeczne!

(SCEPTYK) Dobrze, zatem postaram się przekonać cię, że sceptycyzm wcale nie jest taki niedorzeczny…