12 gniewnych ludzi (3)

War­to być może zwró­cić uwa­gę na jesz­cze jed­ną spra­wę po­ru­szo­ną w wy­po­wie­dzi Ósem­ki. Stwier­dza on mia­no­wi­cie, że w trak­cie pro­ce­su prze­słu­cha­no tyl­ko dwóch świad­ków, w tym za­le­d­wie jed­ne­go świad­ka na­ocz­ne­go (ko­bie­tę z na­prze­ciw­ka). Zgod­nie ze sta­rą za­sa­dą są­dow­ni­czą: „je­den świa­dek to ża­den świa­dek”, więc po­wo­ły­wa­nie się ław­ni­ków na fakt, że ktoś wi­dział za­bój­stwo wy­da­je się do­syć kru­che jako ar­gu­ment. Znaj­du­je to tak­że od­zwier­cie­dle­nie w wy­mia­nie bo­ha­te­rów do­ty­czą­cej kry­te­riów oce­ny siły ar­gu­men­tów:

  • Tyl­ko dwóch świad­ków w trak­cie ca­łe­go pro­ce­su. A co je­śli się mylą?
  • Co to zna­czy, że się mylą? Jaki był­by sens po­wo­ły­wa­nia świad­ków?
  • Mogą się my­lić?
  • Prze­cież ze­zna­wa­li pod przy­się­gą.
  • To tyl­ko lu­dzie, a lu­dzie po­peł­nia­ją błę­dy. Mogą się my­lić?
  • Nie są­dzę.
  • Wie pan, że mogą.
  • Daj pan spo­kój. Nikt tego nie może być pew­ny na 100 pro­cent. To nie na­uki ści­słe.

To na grun­cie nauk ści­słych (w szcze­gól­no­ści ma­te­ma­ty­ki) po­słu­gu­je­my się zwy­kle ostrym, wy­śru­bo­wa­nym kry­te­rium oce­ny do­wo­dów, w są­dzie moż­li­we jest tyl­ko wska­zy­wa­nie na to, co jest (bar­dziej) praw­do­po­dob­ne lub nie.

Na jesz­cze je­den cie­ka­wy fakt na­tra­fi­łem ostat­nio, oglą­da­jąc wy­wiad z Ne­ilem de­Gras­sem Ty­so­nem — zna­nym astro­fi­zy­kiem. Otóż zwró­cił on uwa­gę, że w są­dzie ze­zna­nia na­ocz­ne­go świad­ka zda­rze­nia są naj­bar­dziej war­to­ścio­wym ty­pem do­wo­du, pod­czas gdy w na­uce jest to ro­dzaj do­wo­du naj­słab­szy, naj­bar­dziej wąt­pli­wy. Ty­son czy­ni to spo­strze­że­nie, gdy zo­stał za­py­ta­ny, czy wie­rzy, że UFO od­wie­dza świat — i za­uwa­ża, że wie­lu lu­dzi… wi­dzi to, co chce wi­dzieć, tzn. in­ter­pre­tu­ją róż­ne zja­wi­ska fi­zycz­ne i astro­no­micz­ne czy pla­my na zdję­ciach jako stat­ki ko­smicz­ne. Są oni skłon­ni szu­kać i do­pa­try­wać się po­twier­dze­nia dla swo­ich prze­ko­nań, nie są zaś go­to­wi spró­bo­wać je oba­lić lub przy­naj­mniej szu­kać in­nych wy­ja­śnień dla ob­ser­wo­wa­nych zja­wisk.

Po­myśl­my o tym jesz­cze od in­nej stro­ny: wszy­scy zna­my prze­róż­ne ilu­zje optycz­ne. Naj­czę­ściej my­śli­my o tym jako czymś za­baw­nym, pod­czas gdy w isto­cie są to… po­raż­ki na­szych umy­słów. Me­cha­ni­zmy od­po­wie­dzial­ne za po­wsta­wa­nie ilu­zji są czę­sto wy­ko­rzy­sty­wa­ne wła­śnie przez — no­men omen — ilu­zjo­ni­stów, czy ina­czej: ma­gi­ków. Oczy­wi­ście, to nie jest miej­sce na oma­wia­nie se­kre­tów kuch­ni ilu­zjo­ni­stów, ale war­to o tym pa­mię­tać i za­ak­cep­to­wać, że ule­ga­nie ilu­zji = po­raż­ka umy­słu. I mieć świa­do­mość, że dzie­je się to czę­ściej, niż je­ste­śmy skłon­ni przy­znać.

Je­śli ktoś nie zna, war­to obej­rzeć fil­my z se­rii „In­vi­si­ble Go­ril­la”. Nie­któ­rzy z Was za­pew­ne zna­ją fil­my z dwie­ma dru­ży­na­mi, bia­łą i czar­ną, któ­re rzu­ca­ją pił­ką, a na­szym za­da­niem jest po­li­cze­nie licz­by rzu­tów (je­śli nie, to cie­ka­wą wer­sję znaj­dzie­cie tu­taj) — to też film z tej se­rii. Tu dwa inne przy­kła­do­we:


Dowód rzeczowy

Po dys­ku­sji o war­to­ści ze­znań świad­ków głos za­bie­ra Trój­ka, któ­ry wspo­mi­na o do­wo­dzie rze­czo­wym w po­sta­ci noża. Nóż miał zo­stać ku­pio­ny w oko­li­cy już po kłót­ni z oj­cem. Czwór­ka re­la­cjo­nu­je:

  • Po pierw­sze: chło­pak przy­znał się, że wy­szedł z domu oko­ło 20:00, po tym, jak oj­ciec dał mu parę klap­sów…
  • Nie po­wie­dział „klap­sów”, mó­wił o „bi­ciu” jest róż­ni­ca mię­dzy klap­sem, a bi­ciem.
  • …po tym, jak oj­ciec go kil­ka razy ude­rzył.

W tej wy­mia­nie je­ste­śmy świad­ka­mi ma­łej wal­ki se­man­tycz­nej o to, jak na­le­ży okre­ślić, co zro­bił oj­ciec: „dał klap­sa”, „po­bił” czy „ude­rzył”. Taki za­bieg jest cha­rak­te­ry­stycz­ny dla tzw. mar­ke­tin­gu po­li­tycz­ne­go, na­zy­wa­ny jest „nada­wa­niem spi­nu”, czy­li ob­ra­ca­niem rze­czy lub fak­tu i po­ka­zy­wa­niem ich z in­nej per­spek­ty­wy przez od­po­wied­nie okre­śle­nie jej przez sło­wa, tak aby wy­da­wa­ły się mniej lub bar­dziej atrak­cyj­ne (ew. obo­jęt­ne), po­zy­tyw­ne lub ne­ga­tyw­ne (ew. neu­tral­ne) — w za­leż­no­ści od po­trzeb. Oso­by zaj­mu­ją­ce się tym pro­fe­sjo­nal­nie są na­zy­wa­ne „spin dok­to­ra­mi”.

Mały przy­kład: za­łóż­my, że ja­kiś na­uczy­ciel mu­zy­ki czę­sto czy­ni uwa­gi kry­tycz­ne, któ­re lu­dzie od­bie­ra­ją jako ob­raź­li­we. Ten sam fakt mo­że­my okre­ślić na róż­ne spo­so­by, do­da­jąc do nie­go war­to­ścio­wa­nie ujem­ne: „Na­uczy­ciel mu­zy­ki jest cham­ski i ob­ce­so­wy”, lub do­dat­nie: „Na­uczy­ciel mu­zy­ki jest bez­kom­pro­mi­so­wo uczci­wy w swo­im kry­ty­cy­zmie”. Mimo że od­no­si­my się do tej sa­mej oso­by lub na­wet tej sa­mej oso­by w tej sa­mej sy­tu­acji, in­ter­pre­tu­je­my, war­to­ściu­je­my i pre­zen­tu­je­my ją od­bior­cy na­szej wy­po­wie­dzi w inny spo­sób, wy­wo­łu­je­my inne sko­ja­rze­nia, da­je­my do zro­zu­mie­nia, jaki jest nasz sto­su­nek do tego, o czym mowa, wzbu­dza­my inne prze­ko­na­nia itp. Nada­wa­nie spi­nu to tak­że co­dzien­ność me­diów, któ­re opo­wia­da­ją nam o tym, co się wy­da­rzy­ło, do­bie­ra­jąc od­po­wied­nie sło­wa: „par­ty­zan­ci” (o uzbro­jo­nych gru­pach, np. is­la­mi­stów) albo „ter­ro­ry­ści”, „fa­szy­ści” (o uczest­ni­kach Mar­szu Nie­pod­le­gło­ści) albo „praw­dzi­wi pa­trio­ci”, „za­bieg” (o abor­cji) albo „mor­der­stwo” itp. — w za­leż­no­ści od tego, jaką ga­ze­tę za­cznie­my czy­tać lub jaki pro­gram obej­rzy­my, na­po­tka­my inne okre­śle­nia, uj­rzy­my te same wy­da­rze­nia przed­sta­wio­ne z in­ne­go punk­tu wi­dze­nia, ina­czej wy­ka­dro­wa­ne.

My­ślę, że nada­wa­nie spi­nu do­brze ob­ra­zu­je po­niż­szy ob­ra­zek:

Wróć­my do fil­mu. Je­śli oj­ciec oskar­żo­ne­go „dał mu klap­sa”, to nie uczy­nił nic złe­go, nie spro­wo­ko­wał za­cho­wa­nia syna. Je­śli jed­nak go po­bił, to w ja­kimś stop­niu jest od­po­wie­dzial­ny za to, co się sta­ło — oskar­żo­ny zaś wy­da­je się w ja­kimś stop­niu uspra­wie­dli­wio­ny w swo­im dzia­ła­niu (co może sta­no­wić w są­dzie oko­licz­ność ła­go­dzą­cą). Czwór­ka nie przy­sta­je na okre­śle­nie „bi­cie” — po­cho­dzi ono z ze­znań oskar­żo­ne­go — a Czwór­ka jest do nie­go wy­raź­nie scep­tycz­nie na­sta­wio­ny. Wy­bie­ra okre­śle­nie w mia­rę neu­tral­ne: „ude­rzył”.

Po sprzecz­ce z oj­cem chło­pak po­szedł do skle­pu i ku­pił nóż sprę­ży­no­wy, któ­ry wi­dzie­li jego przy­ja­cie­le. Nóż z ko­ścia­ną rę­ko­je­ścią był je­dy­nym tego ro­dza­ju w skle­pie i wy­da­je się rzad­kim mo­de­lem. Zo­stał on zi­den­ty­fi­ko­wa­ny jako na­rzę­dzie zbrod­ni. Oskar­żo­ny wró­cił do domu, a póź­niej po­szedł do kina i wró­cił po­now­nie do­pie­ro ok. 3 nad ra­nem. Twier­dzi, że nóż zgu­bił, że wy­padł mu z kie­sze­ni… na nożu nie zna­le­zio­no od­ci­sków pal­ców — zda­niem Czwór­ki wy­tarł je wła­śnie oskar­żo­ny.

Pro­ble­ma­tycz­ne jest to, czy nóż, któ­rym za­bi­to ojca oskar­żo­ne­go, i nóż za­ku­pio­ny przez chło­pa­ka to ten sam nóż, czy tyl­ko taki sam nóż. Ław­ni­cy zda­ją się ro­zu­mo­wać na­stę­pu­ją­co: Ten mo­del noża jest uni­kal­ny (a przy­naj­mniej bar­dzo rzad­ki), więc nóż, któ­rym za­bi­to ojca, jest tym sa­mym, zo­stał za­ku­pio­ny przez syna. Za­uważ­my, że na­wet je­śli jest to praw­dą, nie do­wo­dzi to tego, że syn za­bił ojca — oskar­żo­ny fak­tycz­nie mógł ów nóż zgu­bić. Ta in­for­ma­cja po­cho­dzi jed­nak z ze­znań oskar­żo­ne­go i jest uzna­wa­na za nie­wia­ry­god­ną.

Pew­ność ław­ni­ków pod­wa­ża Ósem­ka, któ­ry wy­cią­ga… taki sam nóż, ku­pio­ny w oko­li­cy za kil­ka do­la­rów. Pod­wa­ża tym sa­mym tezę, że nóż zna­le­zio­ny na miej­scu zbrod­ni musi być tym sa­mym no­żem, co osła­bia war­tość tego do­wo­du w spra­wie winy oskar­żo­ne­go. Oczy­wi­ście nie osła­bia in­nych do­wo­dów, tj. ze­znań na­ocz­nych świad­ków. Sy­tu­acja wy­glą­da na­stę­pu­ją­co:

i wy­da­je się prze­ma­wiać zde­cy­do­wa­nie za winą oskar­żo­ne­go. Dia­gram przed­sta­wia:

  • dwa sil­ne ar­gu­men­ty ba­zu­ją­ce na ze­zna­niach sta­rusz­ka i są­siad­ki z na­prze­ciw­ka;
  • nie­co nad­wą­tlo­ny ar­gu­ment stwier­dza­ją­cy, że oskar­żo­ny miał mo­tyw (acz­kol­wiek jego war­tość nie jest prze­są­dzo­na ani na plus, ani na mi­nus);
  • na­ru­szo­ną war­tość noża jako do­wo­du, że zbrod­nię po­peł­nił chło­pak;
  • bar­dzo sła­be ali­bi.

Przy­wo­ła­ne ar­gu­men­ty w tym mo­men­cie wy­raź­nie prze­ma­wia­ją za tezą, że oskar­żo­ny jest win­ny. Dla­te­go Ósem­ka pro­po­nu­je, by ko­lej­ne gło­so­wa­nie od­by­ło się bez nie­go. Je­śli więk­szość uzna chło­pa­ka za win­ne­go, on usza­nu­je de­mo­kra­tycz­ną de­cy­zję i pod­po­rząd­ku­je się woli więk­szo­ści.

Pierwszy przekonany

Oka­zu­je się jed­nak, że wśród gło­sów znaj­du­je się je­den za nie­win­no­ścią chło­pa­ka. Czy­li mamy wy­nik 2:10.

Trój­ka z krzy­kiem zwra­ca się do Piąt­ki, za­rzu­ca­jąc mu zmia­nę zda­nia pod wpły­wem emo­cjo­nal­nych ar­gu­men­tów Ósem­ki. To cie­ka­we, że to wła­śnie Piąt­kę po­dej­rze­wa­ją o zmia­nę zda­nia — jako ko­goś po­cho­dzą­ce­go ze slum­sów — gdy tym­cza­sem oso­bą, któ­ra zmie­ni­ła zda­nie jest Dzie­wiąt­ka, czy­li sta­ru­szek. Jak sam mówi, wina chło­pa­ka jest pra­wie pew­na, ale on chciał­by do­wie­dzieć się wię­cej, po­nad­to de­kla­ru­je sza­cu­nek dla po­sta­wy Ósem­ki, chce go wes­przeć jako osa­mot­nio­ne­go w dys­ku­sji prze­ciw więk­szo­ści. Tyl­ko tyle — to nie siła ar­gu­men­tów de­cy­du­je o zmia­nie zda­nia, lecz go­to­wość do wej­ścia w dys­ku­sję, omó­wie­nia spra­wy do­kład­niej, wspar­cia in­ne­go punk­tu wi­dze­nia, do­pó­ki nie zo­sta­nie wy­ka­za­na jego błęd­ność. Bar­dzo cie­ka­wa po­sta­wa, ta­kie my­śle­nie kon­tra, pod prąd, wbrew in­nym, nie do koń­ca se­rio, ra­czej eks­pe­ry­men­tal­nie… przy­po­mi­na to ce­lo­wy wy­bór gra­nia w dru­ży­nie ze słab­szy­mi.

2-10

Trój­ka… prze­pra­sza Piąt­kę. Ale jego prze­pro­si­ny są do­syć ku­rio­zal­ne: „Tro­chę mnie po­nio­sło, nie mia­łem na my­śli nic złe­go. Do­brze, że Pan nie jest z tych, któ­rzy kie­ru­ją się emo­cja­mi w swo­ich de­cy­zjach”. Nie jest to przy­zna­nie się do winy ze stro­ny Trój­ki, lecz wska­za­nie, że Ósem­ka jest zbyt wraż­li­wy, ła­god­ny i współ­czu­ją­cy, by ska­zać win­ne­go. In­te­re­su­ją­ce jest, że Trój­ka i Sió­dem­ka nie­ustan­nie ana­li­zu­ją, czym kie­ru­je się Ósem­ka: może do­stał kie­dyś w gło­wę, ma skłon­no­ści fi­lan­tro­pij­ne i cha­ry­ta­tyw­ne, jest sio­strą mi­ło­sier­dzia, le­czy swo­je kom­plek­sy lub pró­bu­je oczy­ścić su­mie­nie itp. — w każ­dym ra­zie nie trak­tu­ją jego uwag po­waż­nie, do­strze­ga­ją je­dy­nie spe­cy­ficz­ny rys psy­cho­lo­gicz­ny, któ­ry ma tłu­ma­czyć jego za­cho­wa­nie. Trze­ba przy­znać, że to do­syć wy­god­ny i czę­sto spo­ty­ka­ny spo­sób za­cho­wa­nia: po­nie­waż nie uzna­je­my czy­je­goś au­to­ry­te­tu i znaj­du­je­my wy­ja­śnie­nia jego za­cho­wa­nia w spe­cy­ficz­nych ce­chach psy­cho­lo­gicz­nych, nie roz­wa­ża­my na­wet jego ar­gu­men­tów. A prze­cież na­wet wa­riat lub bła­zen mogą mieć cza­sem ra­cję, choć trud­no to przy­znać.

Niespójność w zeznaniach

Po krót­kiej prze­rwie w ob­ra­dach głos za­bie­ra Trój­ka i jesz­cze raz przy­ta­cza ze­zna­nia sta­rusz­ka miesz­ka­ją­ce­go pię­tro ni­żej. Ósem­ka zwra­ca uwa­gę, że pro­ble­ma­tycz­ne jest, czy są­siad mógł tak do­kład­nie sły­szeć sło­wa, któ­re pa­dły w kłót­ni ojca z sy­nem. Wy­wią­zu­je się szyb­ka wy­mia­na ar­gu­men­tów, ale bez waż­niej­szych kon­klu­zji. Na­stęp­nie zaś je­den z ław­ni­ków przy­po­mi­na, że ko­bie­ta wi­dzia­ła na wła­sne oczy, jak oskar­żo­ny za­bi­ja ojca. Wi­dzia­ła to przez okna prze­jeż­dża­ją­ce­go po­cią­gu. Ław­ni­cy usta­la­ją, że prze­jazd po­cią­gu trwa ok. 10 se­kund.

In­te­re­su­ją­ce oka­zu­je się ze­sta­wie­nie ze­znań oboj­ga świad­ków. Ósem­ka pyta po­zo­sta­łych przy­się­głych, czy miesz­ka­li kie­dyś w po­bli­żu to­rów. To cie­ka­wa stra­te­gia — za­da­wa­nie py­tań, a nie oznaj­mia­nie — zwięk­sza ona siłę ar­gu­men­ta­cji. Stra­te­gia ta ma ro­do­wód So­kra­tej­ski i zo­sta­nie po­now­nie za­sto­so­wa­na pod sam ko­niec fil­mu wo­bec Czwór­ki, za­tem jesz­cze do niej wró­ci­my. Szóst­ka oznaj­mia, że re­mon­to­wał miesz­ka­nie w po­bli­żu tra­sy prze­jaz­du ko­lej­ki, że nie dało się wy­trzy­mać od ha­ła­su. Co z tego wy­ni­ka?

  • Star­szy męż­czy­zna z miesz­ka­nia ni­żej, twier­dzi, że sły­szał jak chło­pak krzy­czy: „Za­bi­ję cię”, a se­kun­dę póź­niej, jak cia­ło upa­da na zie­mię.
  • Ko­bie­ta z dru­giej stro­ny uli­cy, przy­się­ga, że wyj­rza­ła przez okno i zo­ba­czy­ła przez 2 ostat­nie wa­go­ny ko­lej­ki, jak chło­pak za­bi­ja ojca.
  • Usta­lo­no, że żeby ko­lej­ka prze­je­cha­ła dany punkt, po­trze­ba dzie­się­ciu se­kund. Sko­ro ko­bie­ta wi­dzia­ła za­bój­stwo przez dwa ostat­nie wa­go­ny moż­na przy­pusz­czać, że cia­ło upa­dło na pod­ło­gę za­raz po tym jak prze­je­cha­ła ko­lej­ka. W związ­ku z tym za­nim cia­ło upa­dło na pod­ło­gę, przez 10 se­kund był nie­sa­mo­wi­ty ha­łas. We­dług tego, co ze­zna­je sta­ru­szek, sły­szał sło­wa chłop­ca „Za­bi­je cię” przy ogłu­sza­ją­cym ha­ła­sie prze­jeż­dża­ją­cej ko­lej­ki.
  • To nie­moż­li­we. Nie mógł tego sły­szeć.

Jak się zda­je, ze­zna­nia w pew­nych punk­tach się wy­klu­cza­ją. Trój­ka jed­nak nie zga­dza się z tym, że są­siad nie mógł sły­szeć krzy­ków. Wy­star­czy­ło prze­cież — jego zda­niem — że oskar­żo­ny krzy­czał bar­dzo gło­śno (gło­śniej niż ha­ła­so­wa­ła ko­lej­ka)… Trój­ka pyta tak­że, dla­cze­go świa­dek miał­by kła­mać.

Od­po­wia­da mu Dzie­wiąt­ka, czy­li po­czci­wy sta­ru­szek. Stwier­dza on — a wy­da­je się, że zna spra­wę z wła­sne­go do­świad­cze­nia — że świa­dek był prze­stra­szo­nym sta­rym czło­wie­kiem, któ­ry nic w ży­ciu nie osią­gnął, cho­dził w po­dar­tej ma­ry­nar­ce, ku­lał… taki czło­wiek zaś ma po­trze­bę by­cia wy­słu­cha­nym, za­uwa­żo­nym. To po­trze­ba, by po­czuć się kimś waż­nym, mo­gła spra­wić, że star­szy pan wmó­wił so­bie, że sły­szał chłop­ca i że roz­po­znał jego twarz.

Trój­ka uzna­je, że to bzdu­ry…

Ósem­ka zaś do­da­je, że na­wet gdy­by są­siad sły­szał sło­wa „Za­bi­ję cię”, to nie mu­szą one ozna­czać rze­czy­wi­stej groź­by, lecz moż­na je po­trak­to­wać jako wy­raz emo­cji, prze­sad­ny spo­sób mó­wie­nia („tak się cza­sem mówi”). Na co Trój­ka stwier­dza, że każ­dy, kto wy­gła­sza ta­kie sło­wa, ma za­miar ko­goś za­bić…

Choć ar­gu­men­ta­cja nie wy­da­je się w tym mo­men­cie szcze­gól­nie sil­na, to jed­nak swo­je zda­nie zmie­nia Piąt­ka. Wy­nik 3:9.

3-9

Spo­ty­ka się to z obu­rze­niem Sió­dem­ki, któ­ry nie do­wie­rza ca­łej sy­tu­acji, nie ro­zu­mie, na czym opie­ra­ją się ci, któ­rzy zmie­ni­li zda­nie. Za­uwa­ża, że sam obroń­ca był prze­ko­na­ny o wi­nie chło­pa­ka — a więc wina jest prze­są­dzo­na (to for­ma ar­gu­men­tu z au­to­ry­te­tu). Ósem­ka od­po­wia­da, że być może praw­nik miał po­czu­cie, że spra­wa nie jest atrak­cyj­na, nie daje szan­sy wy­bi­cia się, nie wią­że się z uzy­ska­niem wiel­kich pie­nię­dzy i w kon­se­kwen­cji zwy­czaj­nie się do niej nie przy­ło­żył.

Ko­lej­ne wąt­pli­wo­ści zgła­sza Je­de­nast­ka — ze­gar­mistrz, imi­grant z Eu­ro­py, za­fa­scy­no­wa­ny de­mo­kra­cją ame­ry­kań­ską i dum­ny, że być jej czę­ścią. Przy­zna­je, że chło­pak wy­da­je się win­ny, ale za­da­je py­ta­nie, dla­cze­go oskar­żo­ny po za­bi­ciu ojca miał­by po trzech go­dzi­nach wró­cić do domu. Sce­na­riusz zda­rzeń po­now­nie wy­da­je się nie­spój­ny. Dwu­nast­ka i Czwór­ka za­uwa­ża­ją, że pew­nie wró­cił po nóż. Ale po co? Po­nie­waż nóż był wła­sno­ścią chło­pa­ka i wska­zu­je na nie­go jako win­ne­go. Ale dla­cze­go go zo­sta­wił? Bo wpadł w pa­ni­kę. Ale na nożu nie zna­le­zio­no śla­dów, czy za­tem był na tyle opa­no­wa­ny, żeby ze­trzeć śla­dy, ale nie tyle, żeby za­brać nóż? Może są­dził, że nikt go nie wi­dział i dla­te­go wró­cił? Ale prze­cież ko­bie­ta krzyk­nę­ła, czyż to nie był znak, że ktoś go wi­dział? Ale tam się krzy­czy czę­sto, więc krzyk nie mu­siał o tym świad­czyć…

Je­de­nast­ka zmie­nia zda­nia. Wy­nik 4:8. Ale dla zwo­len­ni­ków ska­za­nia oskar­żo­ne­go wąt­pli­wo­ści po­zo­sta­łej czwór­ki wy­da­ją się zu­peł­nie ab­sur­dal­ne, po­nie­waż wciąż ufa­ją oni ze­zna­niom sta­rusz­ka.

Ław­ni­cy przy­po­mi­na­ją so­bie jed­nak wy­po­wiedź sta­rusz­ka, że po­biegł do drzwi i że do­tarł do nich w 15–20 se­kund (nie ma co do tego zgo­dy). Ósem­ka — któ­ry jak już wie­my jest ar­chi­tek­tem — na pod­sta­wie pla­nu miesz­ka­nia wy­zna­cza od­le­głość, któ­rą świa­dek miał do po­ko­na­nia, i prze­pro­wa­dza eks­pe­ry­ment ma­ją­cy okre­ślić, ile zaj­mu­je star­szej oso­bie po­ko­na­nie ta­kie­go dy­stan­su. Oka­zu­je się, że… 41 se­kund. To chy­ba je­den z bar­dziej spek­ta­ku­lar­nych mo­men­tów fil­mów, je­den z sil­niej­szych ar­gu­men­tów wska­zu­ją­cy na nie­spój­ność ze­znań, czy­li kon­flikt praw­dzi­wo­ści nie­któ­rych z in­for­ma­cji.

Bar­dzo in­te­re­su­ją­ce wy­da­je mi się to, że Ósem­ka jako ar­chi­tekt (jego pro­fe­sja uwia­ry­god­nia taką moż­li­wość) bu­du­je so­bie mo­del men­tal­ny ca­łej sy­tu­acji, któ­ry po­zwa­la mu na do­strze­że­nie nie­zgod­no­ści w opi­sach zda­rzeń. Wi­dać w tym nie­zwy­kłą siłę wy­obraź­ni i jej rolę w oce­nie in­for­ma­cji. Po­dob­ny za­bieg moż­na od­na­leźć w au­to­bio­gra­fii Ri­char­da Feyn­ma­na, wy­bit­ne­go fi­zy­ka, któ­ry sto­so­wał taką me­to­dę, że gdy ktoś sta­rał się mu coś wy­tłu­ma­czyć, to wy­obra­żał so­bie przy­kła­dy. Bu­do­wał so­bie w wy­obraź­ni przy­kład obiek­tu speł­nia­ją­ce­go po­da­wa­ne wa­run­ki — abs­trak­cyj­ne roz­wa­ża­nia ilu­stro­wał so­bie wy­obra­że­niem kon­kret­nej sy­tu­acji lub przed­mio­tu. Nie­jed­no­krot­nie po­zwo­li­ło mu to na do­strze­że­nie w bły­sko­tli­wy spo­sób roz­ma­itych trud­no­ści w ma­te­ma­ty­ce i fi­zy­ce (zob. Pan ra­czy żar­to­wać, Pa­nie Feyn­man!, roz­dział Prin­ce­ton, pod­roz­dział Inny przy­bor­nik).

Ósem­ka do­cho­dzi do wnio­sku, że sta­ru­szek sprzecz­kę sły­szał kil­ka go­dzin wcze­śniej, a do­pie­ro póź­niej wi­dział ucie­ka­ją­ce­go za­bój­cę, któ­re­go wziął przez po­mył­kę za chło­pa­ka. Ta­kie wy­ja­śnie­nie ma uspój­nić ob­raz wy­da­rzeń, wy­peł­nić jego luki.

Tem­pe­ra­tu­ra spo­ru pod­no­si się. Trój­ka rzu­ca:

Wi­dzia­łem już róż­ne prze­krę­ty w ży­ciu, ale tego jesz­cze nie było. Przy­cho­dzi­cie tu i uża­la­cie się nad ja­kimś ła­chu­drą. Słu­cha­cie ja­kichś ba­jek. Może ko­leś prze­ko­na­łeś te baby, ale mnie nie prze­ko­nasz. Co z wami? Wszy­scy wie­cie, że jest win­ny. Trze­ba go usma­żyć. A wy po­zwa­la­cie, żeby się nam wy­mknął.

Ósem­ka stwier­dza przy wszyst­kich, że Trój­ka za­cho­wu­je się, jak­by chciał zo­stać ka­tem, że chce, by chło­pak zgi­nął, bo ma oso­bi­ste po­bud­ki (za­targ z wła­snym sy­nem), że jest sa­dy­stą. Trój­ka rzu­ca się w stro­nę Ósem­ki z okrzy­kiem „Za­bi­ję go!”. Ósem­ce po­zo­sta­je je­dy­nie za­py­tać, czy na­praw­dę ma on to na my­śli… w ten spo­sób zo­sta­ło do­wie­dzio­ne, że nie każ­dy, kto krzy­czy „Za­bi­ję go”, rze­czy­wi­ście ma taki za­miar. Co oczy­wi­ście nie prze­są­dza, jaki był za­miar oskar­żo­ne­go, ale sta­no­wi kontr­przy­kład wzglę­dem twier­dze­nia Trój­ki i pod­wa­ża jego ka­te­go­rycz­ną pew­ność w kil­ku kwe­stiach.

Ław­ni­cy gło­su­ją po raz ko­lej­ny. Wy­nik 6:6, a więc re­mis. Za­rzu­ty wo­bec ze­znań sta­rusz­ka prze­ko­na­ły aż 2 oso­by, że ist­nie­ją uza­sad­nio­ne wąt­pli­wo­ści co do winy oskar­żo­ne­go: Dwój­kę oraz Szóst­kę.

6-6

Oto jak przed­sta­wia się dia­gram do­ty­czą­cy oce­ny ze­znań sta­rusz­ka. Za­strze­że­nia świad­czą o ist­nie­niu za­sad­nych wąt­pli­wo­ści co do ar­gu­men­tu z ze­znań tego wła­śnie świad­ka (po­zo­sta­je ar­gu­ment z do­wo­du rze­czo­we­go oraz z ze­znań dru­gie­go świad­ka — są­siad­ki):

Oczy­wi­ście, ża­den ar­gu­ment nie ma tu siły do­wo­du de­duk­cyj­ne­go, ale sta­no­wią one pod­sta­wę do wy­ra­że­nia uza­sad­nio­nych wąt­pli­wo­ści co do winy oskar­żo­ne­go. Pod­wa­ża­ją war­tość za­pre­zen­to­wa­ne­go do­wo­du.

Contact Us

We're not around right now. But you can send us an email and we'll get back to you, asap.

Not readable? Change text. captcha txt