Magdalena Środa, Zseksualizowane dzieci, „Newsweek”, nr 42/2013 (1599).

Kto „seksualizuje” nasze dzieci? Nie wiem . Wiem natomiast , że określenie to rozpanoszyło się w publicznym dyskursie. Wystarczy włączyć Radio Maryja, poczytać jedno z pism niepokornych, takich jak „Nasz Dziennik”, „Do Rzeczy” czy „W Sieci”, lub też posłuchać posłów i posłanek PiS, którzy akurat znajdują się w harmonogramie pisowskiego akwizytora (Hofman?) zajmującego się dostarczaniem właściwych posłów do właściwych mediów, by niechybnie natknąć się na osławioną już seksualizację dzieci. O tym, że ta seksualizacja jest rzekomym wymysłem ideologii gender, pisałam już w poprzednim numerze . Jednak ostatnie wypowiedzi bp. Michalika rzucają na tę sprawę nowe światło.

Trudno właściwie powiedzieć , co miałoby znaczyć to określenie. Seksualizować to albo czynić kogoś przedmiotem zainteresowania seksualnego, albo wzniecać u kogoś zainteresowanie seksem. Zseksualizowane dzieci to – zapewne – albo te, którymi interesują się pedofile, albo te, które mają jakąś wiedzę z zakresu seksualności. Prawicowym orędownikom moralności i tradycji to drugie wydaje się znacznie niebezpieczniejsze niż to pierwsze. Bo  nie ma gorszej rzeczy niż wiedza i lepszej niż ignorancja oraz niewinność, nawet jeśli wodzi innych na pokuszenie .

Bp Michalik sporo wie o tym kuszeniu i oburza go to, że ktoś mógłby winić księży za przypadki pedofilii. Wiadomo bowiem od dawna , że ksiądz to świętość , a dzieci ani głosu, ani praw nie mają . W wizji biskupa wszystkiemu są winne rozwody. Gdyby rodzina trwała w stanie świętej nienaruszalności , posłuszna woli i dyscyplinie głowy rodziny, to nic złego by się nie działo. To znaczy: żadne dziecko nie zaskarżyłoby księdza, bo  ksiądz to nawet więcej niż ojciec . Żadne dziecko nie miałoby też świadomości, że naruszanie jego integralności cielesnej jest czymś złym . Nie znam statystyk dotyczących ofiar pedofili, ale myślę, że  są to właśnie dzieci z rodzin tzw. tradycyjnych , w których relacje są budowane na zasadzie bezwzględnego posłuszeństwa głowie rodziny , gdzie seks jest tematem tabu , a dziecko jest traktowane jako pozbawiony praw przedmiot zarówno rodzicielskiej miłości, jak i rodzicielskiego (ojcowskiego) dyscyplinowania. „Duch Święty rózeczką dziateczki bić każe”. Z tej oto tradycji wywodzi się oburzenie bp. Michalika, który dostrzega, że dzieci miast milczeć w pokorze pod dyscypliną, powołują się na jakieś prawa i oskarżają „autorytet”, który je molestuje. Nie ma więc dla społeczeństwa gorszej rzeczy niż wiedza o prawach i umiejętność jej wykorzystania. Nie ma bardziej błogosławionej niż święta ignorancja, posłuszeństwo i milczenie. Jak to przez setki lat bywało.

Tymczasem ponad sto lat temu Zygmunt Freud odkrył, że  każdy z nas, od narodzin po śmierć, jest istotą seksualną. Jest nią i dziecko, i ksiądz, i samotny mężczyzna, i stara kobieta, i noworodek, i biskup. Nie da się tego ukryć ani wyprzeć nawet pod rygorem najbardziej wyrafinowanej dyscypliny . Księża coś muszą robić ze swoją tłumioną seksualnością, bo  przecież celibat jest stanem znacznie bardziej niezgodnym z naturą niż homoseksualizm czy masturbacja (nie bez powodów Orygenes, jeden ze świętych Kościoła, wykastrował się, by nie być więcej wiedzionym na pokuszenie), a dzieci powinny coś o swojej seksualności wiedzieć, by nie stać się biernymi ofiarami nieposkromienia innych.

Gdybyśmy poważnie myśleli o ich ochronie, to kontrola i inwigilacja środowisk, które mają z nimi do czynienia, z pewnością nie wystarczą. Nie da się zresztą objąć kontrolą wszystkich nauczycieli, instruktorów harcerstwa, księży, trenerów sportowych ani celebrytów, którzy sławą i modlitwą skłonności pedofilskie przesłaniają. Jedyną bronią jest dostarczenie dzieciom wiedzy (dostosowanej do ich wieku i wrażliwości) o własnym ciele, o prawie do integralności, do bezpieczeństwa, o tym, jak odróżniać zły i dobry dotyk, jak komunikować dorosłym, że dzieje się coś podejrzanego w ich relacjach z innymi. Tylko wiedza może uchronić dzieci przed złem . Ci, którzy traktują tę wiedzę jako seksualizację dzieci i zło , mylą przyczynę ze skutkiem i sprawców z ofiarą. Dzieci są bowiem istotami seksualnymi i lepiej, żeby wiedziały o tym szybciej, niż dostrzeże to pedofil. ■